RSS
 

Archiwum - Lipiec, 2017

test Beskid Mały

28 lip

W niedzielę chcę wrócić na swoją trasę biegową po Beskidzie Małym- start na przełęczy Kocierskiej, Ścieszków Groń, Gibasówki, Madohora, Potrójna, przełęcz Kocierska. Ostatnio te ok 21 km zajmowały mi 4 godziny, choć jak przygotowywałem się do Chudego Wawrzyńca to ze 3 kwadranse mniej. Ciekawe ile mi teraz zejdzie, 4:15 to takie minimum, mam nadzieję, że będzie ciut lepiej.
Waga leci coraz wolniej ale leci, ogłoszę jak spadnie poniżej 92 kg ( to byłoby 2/3 sukcesu).

 
 

cd

17 lip

Na kołysce 250, 5×50,deska 65″. O ile brzuszków mógłbym jeszcze trochę dodać to deska aktualnie na granicy moich możliwości, od jutra rozdzielam brzuszki od deski, rano deska, wieczorem ( albo na siłowni w ramach ABS) brzuszki. Od 1 kwietnia w sobotę mam dzień „metryczny”, ważę się, mierzę ciśnienie i VO2max, jak poprzednio martwiłem się, że waga nie chce spadać, to teraz zastanawiam się, czy nie spada za szybko, otóż w sobotę zobaczyłem 97,5, ciśnienie mam w normie jak na mnie tzn poniżej 130/85, natomiast wydolność stoi w miejscu- dalej 31.

 
 

cd

15 lip

Dzisiaj rano 180 na kołysce i 65′ deski. Ubrałem koszulę „fit”, oczywiście jeszcze w sferze marzeń pozostaje chodzenie w takiej koszuli, ale postęp jest.
Mam wagę z analizą ciała, maleje procentowy udział tłuszczu a wzrasta udział wody, przy takiej tendencji strach będzie wchodzić do wody za kilka miesięcy, grozić to będzie rozpłynięciem się

 
 

cd.cd.powoli

13 lip

25+30+30+30+25=140, tyle brzuszków na kołysce dzisiaj rano, do tego 55″ deski.
Wczoraj na siłowni utwierdziłem się w przekonaniu, ze moje problemy z bieganiem nie mają podłoża somatycznego tylko psychiczne, choć być może wywoływaczem były jakieś problemy ze zdrowiem fizycznym. Rozgrzewałem się chodząc na bieżni, tempo 7km/godz nachylenie +10, tak 5 minut, tętno doszło mi do 123-125, po pięciu minutach likwiduję nachylenie i tętno dość szybko spada mi do 105.
Wracam do biegu „Tolerancja na sportowo”, wtedy podświadomość zmuszała mnie do przejścia do marszu, szedłem dosłownie kilka metrów i znów „zmuszałem” się do biegu

.Tolerancja na sportowo

 
 

cd. powoli, powoli

12 lip

Wstaję 4:45, nastawiam kuloodporną kawę, kiedy tygielek „wolno pyrka” idę robić brzuszki na kołysce, dochodzę w tej chwili do 120, taka seria: 20 na wprost, 25 na lewo,30 na wprost, 25 na prawo i znowu 20 na wprost, wracam do kuchni, kończę przygotowywać kawę i wracam do ćwiczeń, jeszcze tylko deska, aktualnie udaje mi się prawie bez problemu utrzymać prawidłową postawę przez 45 sekund. Efekty przychodzą bardzo wolno, ale są, waga spada wolno ale systematycznie, mniejszy brzuch nie sprawia już problemów przy ubieraniu skarpetek. Taka drobnostka, obiektywnie śmieszna jednak cieszy.
PS. W niedzielę byłem z wnuczką ( 9-cio miesięczną) pierwszy raz w górach, weszliśmy na Groń Jana Pawła II w Beskidzie Małym.

 
 

powoli, powoli

06 lip

Praktycznie od maratonu w Bazylei ( wrzesień 2015 roku) to uskuteczniam szarpanie z samym sobą, pisałem już o problemach związanych z bieganiem, dyskomfort, który ostatecznie ustąpił późną wiosną tego roku i tyle. Od minimalnej wagi jaką miałem w 2015 roku przytyłem ponad 15 kilo, to tak jak „wlewa” się prawie tyle samo a niewiele się „wylewa”. Takim pewnym przełomem był Jurajski Półmaraton w Rudawie, tak na marginesie biegłem go po raz dziesiąty,w Rudawie pierwszy raz od dłuższego czasu zmieściłem się w limicie biegu.
Od sześciu tygodni ograniczyłem „wlewanie”, organizm na wszelki wypadek zaczął odkładać zapasy, dopiero teraz ograniczenie „wlewania” i większe „wylewanie” zaczęło przynosić efekty, następuje powolny spadek wagi,znów ważę poniżej 100 kg.
W tym roku startowałem tylko cztery razy, dawniej rzadko kiedy miałem poniżej tylu startów w miesiącu. Wg obecnych planów w lipcu żadnego startu, w sierpniu wracam po wielu latach przerwy na 15-kę w Jaworznie, we wrześniu tradycyjny start w Krynicy, zapisany jestem na 64 km i półmaraton, najprawdopodobniej jednak będzie powtórka z 2016 roku czyli Życiowa dziesiątka i półmaraton.
W październiku najważniejsze wydarzenie biegowe tego roku, w maratonie debiutowałem w Poznaniu, w Poznaniu chcę wrócić na maratońskie trasy, w 2008 roku założyłem sobie złamanie 5 godzin, udało się, w tym roku nie jestem taki ambitny wystarczy mi złamanie 5:30.
Marzy mi się również wycieczka w Tatry Wysokie. Dawniej miałem takie motto tego blogu „Jeśli potrafisz o czymś marzyć, to potrafisz także tego dokonać” – Walt Disney. Potrafię!

 
 
 

  • RSS