RSS
 

Archiwum - Wrzesień, 2013

Na froncie niewielkie zmiany

28 wrz

Waga zatrzymała się na poziomie 93,5-93,8, mam nadzieję, że to tylko krótki przystanek przed dalszą drogą. Wczoraj do zakładowej pracowni rehabilitacyjnej kupiłem porządny steper i orbiterek czy rowerek eliptyczny. Spróbowałem na obu, steper to bardzo dobre urządzenie pozwalające na „górski” trening, zaplanowałem 30 minut przynajmniej raz w tygodniu, zamiast przeglądania internetu podczas czekania na autobus, będę ćwiczył naprzemiennie- steper bądź rowerek eliptyczny. Myślałem, ze ćwiczenia na rowerku będą bardziej przypominały narty biegowe klasyczne, przypominają jednak tylko trochę. Ale zdecydowanie mniej obciążają stawy, więc przy moich ciągłych problemach z kolanem, będą idealne.
W tą niedzielę zaplanowane górki, najprawdopodobniej Rysianka- Boracza poprzez Lipowską z Żabnicy Skałki, jesli będę szedł, gdy zdecyduję się na bieg, dołożę Słowiankę.
Za tydzień Bieg 3 kopców, biegłem już 2 razy, mam nadzieję urwać przynajmniej 10 minut z najlepszego wyniku. To będzie test.

 
 

Wańka wstańka

24 wrz

Zaraz po Karkonoskim Maratonie napisałem tak: ” Skreśliłem się ze wszystkich górskich biegów. W tym roku już nie wystartuję w żadnym. Prawie. Być może pobiegnę Koral Maraton”. Maratonu w Krynicy nie pobiegłem, pobiegłem tam nocny pod górkę na Romę ( i z powrotem) oraz Życiową Dychę, po nocnym biegu byłem tak zadowolony, że lekceważąc szczęście małżeńskie byłem zdecydowany jednak pokusić się o ten Koral. Rozsądek jednak zwyciężył.
Stasiu Orlicki kusił i skusił, zameldowałem się w Jaworzynce na Trójstyku i pobiegłem ponadpółmaraton, było prawie 25 km, czas bardzo kiepski 4:30, ale nie w tym rzecz. Po takim sporym wysiłku w poniedziałek zaliczyłem przebieżkę w bardzo dobrej formie.
Zmiana metody treningowej z bezmyślnego tłuczenia truchtem kilometrów na przynajmniej jeden w tygodniu trening dający siłę biegową zaczyna powoli procentować.

Wydawałoby się, że dwa lata temu byłem w zdecydowanie lepszej formie niż teraz, półmaraton w Bytomiu temu zdecydowanie przeczy, 21 minut lepiej. Tempo szybsze o 1 minutę na kilometrze, dla mnie to szok. W planie na ten rok mam jeszcze 3 maratony: w Poznaniu, we Frankfurcie oraz u bacy w Radziechowach.
Poznań to po Krakowie najczęściej biegany Maraton, będę biegł tam po raz piąty. Frankfurt to zagraniczny debiut, biegłem co prawda dwukrotnie Wyszehrad Maraton, ale taki prawdziwy zagraniczny debiut to będzie Frankfurt.
No i po raz drugi złamię słowo, że nie pobiegnę w górach. Edziu namówił mnie skutecznie.
Szykuję się na niespodziankę we Frankfurcie, może uda się zejść poniżej 4:45? Zobaczymy.

PS. na zdjęciu dwa Leszki, ten co waży dwa razy mniej, biega dwa razy szybciej. Pęd mamy ten sam!.
A tytuł wpisu? Wielokrotnie, nie tylko z okazji biegów ale też górskich wędrówek zarzekałem się ” nigdy więcej” i co? Dalej lazłem czy biegałem.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii bieganie

 

Mimo wszystko spadek wagi

20 wrz

Można powiedzieć, że w ciągu 3 tygodni moja waga niewiele się zmieniła, oglądam czasami 93,8 czy 93,9.
W niedzielę przebiegłem półmaraton na tzw. Trójstyku, start był właśnie tam, na Trójstyku w Jaworzynce a meta na Ochodzitej. Można w skrócie tak napisać: start honorowy na Słowacji, potem Polska, Czechy, Słowacja, Polska, Słowacja i na końcu znowu Polska.
Trasa miała około 26 km, zajęło mi to równe 4,5 godziny, mój endomondo wyłączył się niedaleko mety, 15 minut przed końcem, prawdopodobnie przy sznurowaniu butów musiałem coś nacisnąć na komórce i wyłączyłem aplikację.
W tą niedzielę 22 września startuję w normalnym tzn ulicznym półmaratonie w Bytomiu, biegłem tam 2 czy 3 lata temu, trasa jest dość wymagająca, będzie to pierwszy poważny test od dłuższego czasu.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii bieganie

 

Pachoł i Salatyn muszą poczekać

02 wrz

Wczoraj z Mateuszem synem kolegi, wybrałem się w Tatry Zachodnie z planem przejścia trasy Chata Zvierovka- Adamcula- Banikowska Przełęcz- Salatyn-przełęcz Palenica- Zuberec. Przez kilka dni poprzedzających wyjazd śledzimy prognozy pogody, mimo zapowiadanego deszczu, jedziemy. Aby zdążyć na autobus w Zubercu musimy wyjechać przed piątą rano, udaje nam się, jedziemy zgodnie z planem. Na miejscu pogoda okazuje się znośna, choć kłębiące się tu i ówdzie chmury mogą spłatać nam figla. Autobus SAD przyjeżdża punktualnie, dojeżdżamy do Zvierovki, dalej idziemy asfaltem do Adamculi, tam skręcamy do Zielonej Doliny, po chwili Mateusz oddala się, spotkamy się przy stolikach pod Przednim Zielonym, jemy śniadanie, pogoda się poprawia, otworzył się bardzo ładny widok na Przednie Zielone, Trzy Kopy, rezygnujemy więc z rezerwowego wariantu jakim miały być Stawy Rohackie, rozpoczynamy upierdliwą wspinaczkę na Banikowską przełęcz. Im wyżej tym gorsza pogoda, zaczyna kropić, staram się ubrać pelerynę, zapominam, że przy plecaku mam kijki trekkingowe, ubieranie idzie mi bardzo opornie, w końcu nim skończyłem szamotaninę z peleryną przestało padać. Mozolnie wspinam się do góry, na przełęczy powinienem być około 11.00 jak się okaże braknie mi kilku minut. Prawie pod samą przełęczą deszcz zaczyna sobie robić jaja z nas, ubieram pelerynę, docieram w końcu na przełęcz, zniecierpliwiony Mateusz zszedł trochę wybierając się już z powrotem, bowiem założył, że załamanie pogody wymusiło na mnie odwrót. Podchodzimy razem te kilkadziesiąt metrów, stoimy na przełęczy. Pogoda drwi z nas, na chwilę przejaśnia się, dochodzi do nas kilka osób. Dylemat- iść czy wracać? Za chwilę deszcz pokazuje swoje prawdziwe oblicze, już nie kropi ale leje, porządnie. Wracamy. Deszcz towarzyszy nam do Adamculi, tam na starym przystanku autobusowym, pod daszkiem, robimy sobie przerwę na posiłek. Po chwili deszcz przestaje padać, schodzimy. Przy wiacie dogadujemy się z przypadkowo spotkanymi turystami, zabiorą Mateusza jako mniejszego do naszego samochodu, do Zuberca. Schodzimy aby nie zmarznąć bardzo szybko, koledzy mijają nas dopiero kilkaset metrów przed Muzeum Wsi Orawskiej, mimo wszystko zaoszczędziliśmy około 3 km marszu po asfalcie. Można mieć tylko żal do pogody, że nawet wyszło słoneczko wtedy kiedy my wyjeżdżamy.
Gdybyśmy się spóźnili na autobus poszlibyśmy przeciwnie, najpierw na Palenicę, potem Brestowa….. I wszystko wskazuje, że trasę do Brestowej pokonalibyśmy przy przyzwoitej pogodzie. Tak czasami punktualność nie popłaca.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS