RSS
 

Archiwum - Grudzień, 2011

Co ten Stańczyk namieszał

23 gru

Stańczyk, nadworny błazen Zygmunta I i Zygmunta Augusta, kiedyś był świadkiem sporu o to, jaki zawód ma najwięcej swoich przedstawicieli. Postanowił udowodnić, że najwięcej mamy lekarzy. Obwiązał więc chustą twarz, udając ból zęba, i zaczął krążyć po Krakowie. Mieszczanie, współczujący popularnemu i lubianemu trefnisiowi, zaczęli udzielać mu różnych rad, które ten skwapliwie zapisywał. Po powrocie do zamku zakład wygrał bez trudu.
Myślę, że dzisiaj krążąc wśród czytelników Maratonypolskie.pl bez trudu udowodniłby, że najwięcej mamy organizatorów biegów i trenerów.
Nie pasowała mi pisanina raFaula!, nie czytam więc z reguły jego wynurzeń, czy jak sam pisze poalkoholowych bełkotliwych mądrości, mimo że doceniam jego warsztat i lekkość pióra. Przeglądając wpis Darka Sidora na Forum musiałem sięgnąć do źródła, czyli do wpisu 10 największych mitów biegowych, przeczytałem. Kilka dni później w tym wątku dyskusyjnym pokazała się informacja dotycząca komentarza Jurka Skarżyńskiego do tegoż wpisu raFaula! Przeczytałem komentarz czy felieton Jurka dopiero wczoraj, gdy na Forum była już ostra dyskusja na ten temat. Oczywiście mechanizm bardzo prosty, nikt nie odnosi się do treści merytorycznych tylko:
Po pierwsze: w sprawie izotoników Jurek nie może być bezstronny bo jest ambasadorem napoju powerade
Po drugie: jaki z Jurka trener bo o trenerze świadczą jego wychowankowie a takowych na świeczniku Jurek nie ma albo ma niewielu.
Biegam dla siebie, swego czasu sukcesem dla mnie było przetruchtanie 6 km w miarę systematycznie, a o bieganiu wg jakichkolwiek planów treningowych w ogóle nie myślałem.Od prawie dwóch lat  mam książkę Jurka „ Biegiem przez życie” . Rok temu zdecydowałem się przygotować w miarę solidnie do Cracovia Maratonu, chciałem aby spadło ze mnie odium wiecznie (prawie) ostatniego. I zacząłem biegać wg planu Greiffa dedykowanego dla osób poniżej 55 roku życia, czyli nie dla mnie, bo mam ciut więcej. Dlaczego podjąłem taka decyzję? Czy byłem wszechwiedzący i ten plan był dla mnie lepszy? Nie. Ten plan miał tylko jedną cechę, zdecydowanie różniącą od planów treningowych Jurka. I na temat tej cechy mogę zabrać głos bo na upływie czasu znam się. Plan Greiffa jest 8 tygodniowy i wiem co to jest 8 tygodni, plan Jurka jest 20 tygodniowy i też wiem co to jest 20 tygodni. Zdawałem sobie sprawę,  chociażby ze względu na ograniczenie wiekowe o różnicy w intensywności treningu. Jaka jest różnica w pozostałych elementach? Nie wiem, a nawet jakbym prześledził to nic mi to nie powiedziałoby. Zrealizowałem założony plan w 70% ( moja ocena). Pozwoliło mi to na urwanie ponad 30 min w Cracovia Maratonie. Sukces? Dla mnie tak, choć pewnie do wyniku raFaula! brakuje mi prawie 2 godziny. Myślę, że gdybym przygotowywał się nie wg planu ale pod okiem trenera sukces byłby jeszcze większy. Mój. I trenera.
Do czego zmierzam? Powiedzmy do rozwinięcia anegdoty ze Stańczykiem.
Przytoczę jeszcze anegdotkę ze swojej praktyki zawodowej. Prawie 20 lat temu jako agent ubezpieczeniowy ale usiłujący wtedy sprzedać program inwestycyjny spotkałem się ze znajomym lekarzem, chirurgiem. Na początku rozmowy okazało się, że wie wszystko lepiej ode mnie. W pewnym momencie spytałem go, kiedy ma najbliższy dyżur, okazało się, że na następny dzień. Zaproponowałem, że będę mu asystował przy operacji. Parsknął śmiechem. Dodałem, ja miałem 3 operacje, umiem rozciąć ciało (wielokrotnie na budowie mi się to przytrafiało), zszyć co nie co, wystarczy?  Zrozumiał moje intencje. Od tego momentu odpowiadał konkretnie na pytania, określiliśmy cel i sposób dotarcia do celu.Przygotowywałem się wg Greiffa, ale nikomu nie będę sugerował takiej możliwości. Nie mam wiedzy aby ocenić, który program jest lepszy.Adwersarzom Jurka chciałbym zadać pytanie. Czy Jurek Skarżyński napisał książkę „ I Ty zostaniesz mistrzem Polski w maratonie”?. Cel to zachęcić jak największą ilość ludzi do biegania i uzmysłowić im, że każdy (prawie, bo są wyjątki ze względu na stan zdrowia) może zostać maratończykiem. Programy opracowane przez niego mają to ułatwić.Rolę Jurka w popularyzowaniu biegania w Polsce nie da się przecenić. Jest olbrzymia.

Odnosząc się bezpośrednio do komentarza Jurka Skarżyńskiego muszę stwierdzić, że nie podobają mi się osobiste wycieczki pod adresem raFaula! , ale pewnie to kwestia polemicznego temperamentu Jerzego. Oceny na ile mi moja wiedza pozwoli dokonam po analizie 10 mitów.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii bieganie

 

13 grudnia

13 gru

Poniżej znajduje się mój wpis z 12 grudnia 2007 roku, mój pierwszy blogowy wpis przeniesiony później do bloga „tatromaniak-polemiki”,którego już nie prowadzę.
Słuchałem wczoraj dyskusji w TVP, przeczytałem kilka wywiadów dzisiaj. Zastanawia mnie jedno. Absrahuję w tym momencie od oceny stanu wojennego, moją można przeczytać poniżej. Polemiści wierzą w archiwa postradzieckie, w te archiwa do których w pełni nikt nie ma dostępu. A jak praworządny i prawdomówny jest ten kraj mogliśmy sie przekonać wielokrotnie w historii, mogą cos na ten temat powiedzieć bliscy obrońców lwowa w 1939 roku, bliscy ofiar Katynia i tak mozna dalej. A gen. Jaruzelski jest kłamcą, bo wpiera nam, że groziła nam interwencja radziecka i innych wojsk. Wiem, że zacietrzewionych nic nie przekona, ale tych którzy myślą? Może się nad tym zastanowią?

co z tą wojną jaruzelsko-polską?

Byłem na wycieczce w nerdówku, wracaliśmy 5 lub 6 grudnia a może jeszcze później ( jeśli ktoś pamięta w którym dniu zaczął się atak zimy to było to właśnie w tym dniu), często autokar którym jechaliśmy musiał się zatrzymywać aby przepuścić skoty , tak przeważnie skoty i jakieś inne pojazdy wojskowe, nie wzbudzało to naszego większego zainteresowania. Im bliżej polskiej granicy tym jednak bardziej rzucało się to w oczy; dojechaliśmy do granicy i ku naszemu zdumieniu odprawa przeszła błyskawicznie, Niemcy nie szukali butów, sprzętu technicznego, załatwiliśmy wszystko błyskawicznie, a Niemcy zachowywali sie w stosunku do nas jak do trędowatych.
Jechaliśmy do Krakowa. Spokojnie. Im bliżej domu tym gorzej, a w okolicach Olkusza zima szalała na dobre. Nasz autokar jakoś sobie radził ale ówczesne polskie krążowniki szos takie jak syrenki, 125p ,126p co chwilę grzęzły w zaspach. Ale dojechaliśmy. W Polsce kończyło sie coś z jakąś szkołą mundurowych, na mieście był szczyt wojny plakatowej, pamiętam, że w pierwszej chwili nie zrozumiałem co to jest plakat treningowy, z opisem jak go zrywać czy z namalowaną rączką czy wajhą do zrywania.
Minęło kilka dni, noc z 12/13 grudnia , oglądałem film, nawet nie zwróciłem uwagi, że film skończył się nagle bez napisów koniec i co dziwniejsze na co już zwróciłem uwagę nie odegrano hymnu narodowego.Właśnie młodzi nie wiedzą, że program telewizyjny kończył się odegraniem hymnu , właśnie państwowego a nie narodowego poprawiam pomyłkę, a radio żeby nie być gorsze taki hymn odgrywało punktualnie o północy. Rano obudziła mnie siostra z awanturą, że popsułem telewizor, bo nic w nim nie było. Puściłem radio, leciała muzyka wojskowa, nie zdziwiło mnie to specjalnie bowiem rano w niedzielew radiu był program dla wojskowych, ale coś długo grali. Nagle komunikat i mowa jaruzela.
Wyskoczyłem i drę sie jak opentany -wojna, skurwysyny zrobiły wojnę,po chwili już spokojniej-do mamy-Jaruzel zrobił zamach stanu. Dopiero później doszedłem do wniosku-jaki zamach stanu? jak można zamachnąć się na siebie? Przypomniał mi się Ojciec, który zmarł 21 października w środę a przecież w niedzielę 18 października po tym jak zlaliśmy dupę NRD w Lipsku a w TV ogłoszono komunikat, że I sekretarzem KC został jaruzel,Ojciec skomentował to krótko Jaruzel zrobił zamach stanu. Pomylił się o niecałe dwa miesiące.
Przenikliwość Ojca jeszcze raz ale póżniej doceniłem, próbował zaprzyjaźnić się ze mną Janusz S. działacz Solidarności ( próby przyjaźni były przed 80 rokiem), Mój Ojciec po pierwszej rozmowie z Januszem powiedział krótko do mnie- Leszek, tego agenta i kapusia nie chcę widzieć w domu; dla mnie było to niewyobrażalne, jak po jednej wizycie można tak fajnego kumpla ocenić, z przykrością dzisiaj muszę stwierdzić, że stało się to nawet przyczyną pewnego oziębienia moich stosunków z Ojcem. Nie pamiętam w którym to było roku- może w 84 lub w 85 -Janusz S. został zdemaskowany-w gazecie Robotnik były ostrzeżenia przed agentem SB Januszem S. Doświadczenie życiowe mojego Ojca m.in. po sposobie zadawania pytań i innych aspektach zachowania dla mnie nieodgadnionych Ojciec rozpoznał agenta.
Wracając do moich wspomnień z początków grudnia 1981 roku i mojego powrotu z NRD myślę, że te skoty i inne manewry wojskowe na drogach i w miasteczkach to były ostatnie przygotowania wojs zaprzyjaźnionych do udzielenia bratniej pomocy. Myślę, że ta bratnia pomoc zostałaby odpowiednio potraktowana przez Polaków zarówno cywilów jak i mundurowych. Polska zalałaby się krwią.
Z bólem serca muszę przyznać , że jaruzel miał rację.Wybrał mniejsze zło.

tatromaniak 2007-12-12 19:51:19

komentarze:

J.P.od j.p. |
2007-12-13 12:06:18 | 87.239.63.225
  Miałam wówczas 30 lat .Dwoje małych dzieci.Studiowałam na UJ wieczorowo .Polityka była mi daleka.A jednak nie uniknęłam tendencyjnej oceny p.inspektora.Przekopano 60 zeszytów ,żeby nie wpisać mi oceny wyróżniającej tylko db-pewnie tak na wszelki wypadek.To był bardzo trudny czas .A jednak coś skłania mnie do szacunku wobec p.Jaruzelskiego.Bardzo bym chciała mieć pewność ,że się nie mylę,ale pewnie nigdy nie będzie mi to dane.Pozdrawiam.I tak bardzo „trzymam „za naszą Ojczyznę ,oby mądrze do przodu.
at |
2007-12-13 12:00:59 | 83.26.107.250
  W 1981 r. byłem żołnierzem służby zasadniczej w Gdańsku. Nie mam i wtedy nie miałem zadatków na bohatera. Pamiętam, że bardzo się bałem „przyjacielskiej pomocy” jakiej mieli nam wtedy udzielić wojskowi sojusznicy. Wprowadzenie stanu wojennego w panujących wtedy warunkach politycznych było słuszne. Być może właśnie dzięki temu żyję do dziś.
Stvi |
2007-12-13 10:36:33 | 62.179.71.61
  Jeszcze przed 13-tym pamiętam ,że ruskie wojsko stało w Puszczy Kampinowskiej i 20 minut zajeło by centrum Warszawy. (Była ukryta baza w rejonie Lasek -mieszkam niedaleko.)
Już 12.12 most powietrzny w BabichDołach dostarczał czerwone pałatajstwo co 3min. Dodatkowo ich jednostki były rozolkowane w strategicznych miejscach kraju.
Więc , nie uważam aby Wojciech miał inne wyjście niż stan wojenny. I choć pałą po plecach dostałem nie mam mu tego za złe . Przynajmniej dzięki temu upadł czerwony ustrój.
Niech młodzież nie wydaje pochopnych opini , bo jeszcze nie wszystkie fakty z tego okresu zostały opisane w książkach do nauki historii..

komentarzy: 1

Kuzynka |
2008-10-29 23:21:39 | 92.75.83.169
  Mieszkając w Polsce miałam wielki ból do Generała Jaruzelskiego za wprowadzenie stanu wojennego.
Sens wprowadzenia stanu wojennego zrozumiałam mieszkając w Niemczech kiedy współczesną europejska historie (przewrotu) przedyskutowano w TV z udziałem bardzo wpływowych polityków z całego świata, świadków tamtych czasów, mających pośredni i bezpośredni wpływy na nie. Szczególnym drugim punktem analizy tamtych czasów była śmierć J.P.II czyli niezapomnianego papieża Wojtyły, wtedy przeprowadzono dogłębna analizę historii tamtych czasów. Dziś mam szacunek do Generała Jaruzelskiego i nie potrafię zrozumieć tego cyrku, tej zemsty jaki wyprawia się wokoło osoby Generała.
Sadze ze tymi poczynaniami wystawia sobie Polska świadectwo państwa, które jeszcze nie dorosło do stadium pełnej świadomości własnej historii, mimo ze tyle lat upłynęło od zwrotnego punktu, który miał bezpośredni wpływ na zmiany całej w Europie.
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

lewica

03 gru

Na poczatek dwa dowcipy rodem z PRL-u:
Pierwszy o partyzantach
Najpierw
myśmy przyszli i wygonili Niemców z lasu
Później przyszli Niemcy i nas wygonili
Następnie myśmy przyszli i znów wygonili Niemców.
Trwało
to jakiś czas aż w końcu przyszedł leśniczy i nas wszystkich wygonił.
a drugi taki:
Kowalski dlaczego nie byliście na ostatnim zebraniu?
Sekretarzu, gdybym wiedział, że ostatnie na pewno bym przyszedł.

I wszystko wskazuje, że na lewicy te dwa dowcipy zmaterializują się. Olejniczak przegoniony przez Napieralskiego, Napieralski przez Millera a może jeszcze innego? A przyjdzie Kwach z Palikotem i zrobią porządek na lewej stronie sceny politycznej.
Nie jestem politologiem ale wydaje się, że taki scenariusz z Kwachem jako patronem czy dosłownie liderem lewicy ma szanse powodzenia. Niektórzy powątpiewają czy Kwaśniewskiemu będzie się chciało. Ja uważam inaczej, jeśli on sam dojdzie do wniosku że ma realne szanse zbudowania na lewej stronie mocnej formacji politycznej to się zdecyduje. Ale na wejście do wrzącego kotła raczej nie.
Trzymam kciuki.
Dzisiaj żałuję, że angażowałem się w kampanię prezydencką Grzegorza, jej dobry relatywnie wynik był gwoździem do trumny, bo Grzesiowi przewróciło sie w głowie. A jego wypowiedzi z kampani wyborczej do sejmu to delikatnie mówiąc paranoja.
Kilka dni temu rozmawiałem z młodym politologiem, powinien być nadzieją lewicowej formacji. Jest przeciwny szerokiej formule jaką był LiD, nie wiem jak człowiek inteligentny może uważać, że nie rozpychając się łokciami a dając sobie wręcz obcinać boki mozna zająć więcej miejsca. Tozsamośc lewicowa? Nie dziś wymyślono termin „centrolewica”.

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS