RSS
 

Archiwum - Październik, 2011

Zaduszki

31 paź

Znów gości na moim blogu Ryszard Rynkowski z Jawą:

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Maraton Poznań

19 paź

Wyjeżdżam w sobotę rano, zabieram po drodze Bogdana i Mariusza, jedziemy w trójkę. Po drodze chcemy coś zjeść, zatrzymujemy się w przydrożnym barze nad stawem z zamiarem zjedzenia ryb. Zamawiam sandacza a Mariusz suma, po kilkunatu minutach dostajemy jedzenie, porcje są solidne, jak solidne dowiadujemy się płacąc solidny rachunek. Śmieję się, że w najlepszej restauracji w Krakowie za jednodaniowy obuad zapłaciłbym niewiele więcej. Ale jedno co mozna powiedzieć, jedzenie było smaczne.
Dobijamy do Poznania, pod Areną jesteśmy około 14-tej, załatwiamy sprawy rejestracji, ja biegnę w Drużynie Szpiku, dostaję więc drugi pakiet startowy.
Wieczorem tradycyjne spotkanie MaratonyPolskieTEAM, ale po ostatniej burzy, gdy niektórzy pokazali swoje prawdziwe oblicze uczestników naszego Pasta Party niewielu. JMM odwozi mnie na nocleg.
Rano przymrozek, jest podobno -2 stopnie, ponieważ wieczorem nie zabrałem wszystkiego z samochodu, wychodzę w samych slipkach przed halę, spotykam tam przybyłe dziewczyny z obsługi, istny konrast- facet w slipkach bez koszuli a dziewczyny opatulone w kurtkach.
Dojeżdżamy na start, parkujemy przed termami, mają być lada moment otwarte, ale jest jeszcze wcześnie, pełno wolnych miejsc. Ruch tutaj zrobi się dopiero później, poczas uroczystego otwarcia.
Przed startem miało być zdjęcie całej Drużyny Szpiku, nie docieram na czas, zresztą tak jak wielu nawet tzw VIP-y- Kasia Bujakiewicz czy Ryszard Grobelny. Dorywa mnie Wasyl, robi mi foto, za chwilę krzyczy do Marcina Urbasia- Marcin stań sobie koło Tytusa, zrobię wam foto. I tak dzięki Wasylowi kopnął mnie zaszczyt, mam foto z Marcinem Urbasiem.ja z Marcinem Urbasiem
Jestem na pierwszej lini, za parę minut start, przeciskam się do tyłu, w tym momencie uświadamiam sobie jak olbrzymie jest grono zawodników, odliczamy i start. Jeszcze nigdy tak długo nie docierałem do linii startu, a po przekroczeniu jeszcze chwilkę nie da się biec tylko idziemy.
Jeszcze przed startem spotykam Iwonę, mam jej towarzyszyć. Przypuszczam jakie są jej mozliwości, proponuję bieg w tempie 8 min na kilometr, pozwoliłoby to na osiagnięcie czasu poniżej 5:40. Iwona protestuje, chce biec w tempie 7:40. Ma Garmina, ja zwykly stoper, po 2 km stwierdzam, że biegniemy poniżej 7:30 na czas w granicach 5:10, próbuję przystopować, nic z tego, dowiaduję sie , że w czasie treningów zaliczyła 30 km w jeszcze szybszym tempie. Na pierwszym wodopoju zostaję z tyłu, potrzebuję prawie km aby dojść do Iwony, doganiamy dwie dziewczyny a w zasadzie 3 bo jedzie z nimi serwisantka na rowerze. Adrianna jest jedną z nich, myślałem, że jest studentką a jak się okazuje jest kilkanaście lat starsza.
Wcześniej biegniemy koło „czarnulki” Magdaleny, proponuję jej wspólny bieg- sami debiutanci, nic z tego, panienka się właśnie rozgrzewa i za chwilę rzeczywiście nas wyprzedza. Dogonię ją po 25 km, gdy Maraton zacznie uczyć ją pokory.
Zespołem: Iwona, dwie AA , ja i jeszcze jeden chłopak biegniemy mniej więcej do 20 km, Iwona stopniowo zostaje coraz bardziej z tyłu. Na 20 tym km maraton zaczyna drwić z Iwony, najpierw zostaje coraz bardziej z tyłu, potem zaczynaja łapać ja skurcze. Wbiegam na druga pętlę, mozna powiedzieć, że od tego momentu biegnę sam. Mijam kilkudziesięciu biegaczy i biegaczek, gdzieś około 29 km dochodzę do Moniki, ciekną jej łzy po policzkach. Chwila rozmowy, wiem już, że lzy wyciska jej pan Maraton. Miałem na tym maratonie pomagać, więc pomagam Monice. Co chwila mobilizuję ja do biegu, i tak na zmianę to biegniemy, to znów idziemy. Wykorzystuję każdy pretekst żeby zmobilizować ja do biegu. To, że jest z górki, to że za chwilę jak pobiegniemy to miniemy grupkę biegaczy. I tak mija czas do Malty. Cały czas maluję przed Monika perspektywę złamania 5:30. W efekcie biorąc pod uwagę czas netto, udaje się .5:30 pada. Jem, piję. Zbieramy się do domu. Losowanie. Volvo 6-60 jednak nie dla mnie, jedzie do Czerska. Wcześniej na pierwszym kółku na 14 km mija nas późniejszy zwycięzca maratonu, krótkie przeliczenie, do tego aby sprzątnął nam Volvo potrzebuje przebiec 8 km w 20 minut, niemozliwe aby udało mu się biec w tempie 2,5 min na km, ostatecznie potrzebuje ok 26 min na pokonanie tych ostatnich 8 km.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

cisza

12 paź

Dawno niczego nie napisałem, nawet nie uzupełniałem swojej kroniki 60 biegów na 60 lecie, a pozostało do tejże daty zaledwie 17 miesięcy. Ostatni wpis to był półmaraton Kietrz-Rohov, na następny dzień pobiegłem Jurajski półmaraton w Rudawie, w koncówce czerwca ale o tym pisałem, biegłem Rzeźnika w Bieszczadach, niestety bez powodzenia. W lipcu i sierpniu był spokój, natomiast we wrześniu zaliczyłem dwa półmaratony w tym jeden górski w paśmie Łososińskim koło Limanowej z hardkorem w postaci wbiegnięcia po czerwonej trasie narciarskiej, drugi to półmaraton w Bytomiu. No i przebiegłem reklamowany obok Koral Maraton w Krynicy. Ostatnio nie mogę sie zmobilizować do częstszych treningów, niewiele biegam i maraton w takim wypadku to spore zadanie. Biegłem do 25 km potem częściej szedłem a już szczególnie odcinek Tylicz- „Roma”, po minięciu najwyższego miejsca mobilizowałem sie do biegu, udawało mi się to, pojawiła sie koło mnie karetka pogotowia i policjant na motocyklu z włączonym kogutem. Okazało się, że wszystkich za mną zdjęli z trasy bo nie mieli szans na ukończenie biegu w limicie. Ja dzięki policjantowi, który gdy tylko zwalniałem mobilizował mnie do przyspieszenia zmieściłem sie w limicie, została mi minuta i 18 sekund, tak więc praktycznie przybieglem na styk. W Krynicy wbiega sie na deptak, na nim tłum ludzi, prawie wszyscy mnie dopingują, obok mnie asysta policjanta na motocyklu, jeszcze w takiej oprawie nie finiszowałem. Ale udało się.

W najbliższą niedziele pobiegnę maraton w Poznaniu.
Muszę jeszcze wspomnieć o nieudanej wyprawie w Karkonosze, niestety nie ukończyłem Maratonu Karkonoskiego, tzn pozornie ukończyłem i gdybym się nie przyznał to miałbym zaliczony formalnie ten maraton, ale czy mogłem tak? Poleciałem do dyrektora biegu i przyznałem się, że opuściłem odcinek Śląski Dom- Śnieżka- Śląski Dom niby niewiele ze 300 m w górę i 1,5 km przed siebie. W przyszłym roku sie zrehabilituję. Ukończę w przyzwoitym czasie, bo maraton nie jest wcale taki ciężki.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS