RSS
 

Archiwum - Luty, 2011

trafić jak kulą w płot

22 lut

Jak podaje słownik języka polskiego zacytowane w tytule powiedzenie Trafiać jak kulą w płot  oznacza «wypowiadać sąd zupełnie niesłuszny, mylić się w wyborze» , oddaje więc w 100 procentach celność zastosowania przez Jarosława Kaczyńskiego porównania do koła młyńskiego. Koło młyńskie jest elementem napędowym, a Pan Jarosław zapewne chciał porównać do kamienia młyńskiego, który wiązało się potencjalnym topielcom u szyi aby szybciej poszli na dno. Zamiast szyderstwa wyszło coś zupełnie przeciwnego, pamiętamy słynne, że nikt „nas nie przekona, że białe jest białe a czarne jest czarne”, tutaj mamy coś podobnego.
Ponieważ ten Pan nie jest z mojej bajki, to taki komentarz do pierwszego wpisu Pana Jarosława Kaczyńskiego jest wystarczający.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

podbijanie bębenka

17 lut

Cóż, w ciągu dwóch dni na mój blog weszło więcej osób niż przez poprzednie dwa kwartały. Wydawało mi się do tej pory, że odpowiedni poziom artystyczny maja moje zdjęcia, obecnie większe powodzenie ma moja grafomania. Wiem, że piszę przyzwoicie po polsku, nie robię błędów ortograficznych, jako ścisły umysł potrawię w miarę dobrze obserwować rzeczywistość. To wystarczy? Zawsze wydawało mi się, że potrzeba coś więcej, chyba, że pisze się reportaże. Może miałem farta? Zobaczymy.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

zimowa wyprawa

15 lut
Wodogrzmoty Mickiewicza gdzieś w czasie zadymki podczas rekonesansu w Piatce
przy drogowskazie na Kozi w czasie rekonesansu chwila zadumy przy drogowskazie, wieje, więc gdzie idziemy?
Mateusz robi się piękna pogoda, dolina 5 Stawów w pełnym słońcu
zbieramy sie do domu pożegnanie z doliną
Mateusz przy zejściu do Roztoki schodzimy do Roztoki
Księżyc nad Opalonem Roztoka w zimowej krasie

3 i 4 fot.- foto Jerzy & Ula, pozostałe fot. moje

Czwartek, dawno tak prawie w srodku tygodnia nie wybierałem sie w Tatry, początek wyjazdu niezbyt miły, kwitnę pod domem, okazuje się, że Kasia jest u sąsiadki, na pogaduchach. W końcu dostaję sie do domu. Pakuję się ostatecznie, jeden plecak transportowy 80l dla mnie i drugi malutki dla Mateusza. Przjeżdża Ula z Jurkiem, znamy się, co prawda widzielismy się w realu tylko raz na Koprowej Przełęczy ale dość często rozmawiamy w necie a ostatnio nawet telefonicznie. Wyjeżdżamy z Krakowa, trasa do Białki Tatrzańskiej mija szybko, meldujemy się u Stasików, oczywiście zgodnie z góralską tradycją na stole melduje się flaszka potem druga. Nie pamietam czym sprowokowany opowiadam dowcip, niezbyt smaczny ale tak spodobał się obecnym, że króluje do końca wycieczki.

Oto on-
 kumpela się pyta drugiej: słuchaj jak ty możesz z tym skunksem wytrzymać?
-Ha, żebyś ty wiedziała jakie cuda on tym języczkiem potrafi wyczyniać……
-A ten smród?
-tydzień rzygał, a potem musiał sie przyzwyczaić!

U Stasików są już Adam i Iwona, z nimi znam sie tylko z netu, koło północy idziemy spać, uprzedzam wszystkich, że mój budzik w komórce dzwoni koło piątej, a nie zamierzam nic w nim zmieniać.
Wstajemy po siódmej, jemy szybkie śniadanie, jedziemy do Palenicy. Na wstępie Jurek przyznaje się, że będziemy dwa dni, kasują więc nas na 40 zł.
Zaczyna padać deszcz, mamy nadzieję, że wyżej będzie to śnieg. Będzie tak ale dopiero wieczorem, gdy temperatura spadnie do minus kilkunastu stopni i zacznie wiać. Na drodze do Wodogrzmotów ślizgawica, mijamy ze trzy osoby, od jednej z nich dowiaduję się, że praktycznie do zimowego dojścia na całej trasie od Wodogrzmotów do Piatki są takie warunki.
Przy Wodogrzmotach krótka sesja zdjęciowa, za chwilę mały szok, kolo drogowskazu na początku szlaku do piatki czerwona kałuża no bardziej plama wielkości metr na pół metra, bo krew wsiąkła do śniegolodu. Ciekawe czy ktoś uskutecznił orła na tym lodzie, czy ta plama to pozostałości jakiejś uczty, tej drugiej mozliwości zaprzecza brak jakichkolwiek innych śladów w postaci futra, pierza itp.
Spotykamy Anię, która chcąc zastanowić sie nad swoim życiem wybrała się samotnie w Tatry. Ucieszona naszym widokiem stwierdza- zostałam wysłuchana, prosiłam o towarzystwo. Przypadamy sobie najprawdopodobniej do serca bo następnego dnia w czasie pożegnania niektóre oczy szklą się.
Po drodze krótki odpoczynek przy Nowej Roztoce, dochodzimy do zimowego dojscia pod wyciagiem towarowym, krótka dyskusja- dochodzimy letnią wersją czy zimową? Zwycięża najprawdopodobniej rozsądek, mimo, że zdecydowanie dalej, idziemy wariantem zimowym.
Meldujemy się, co nieco jemy i wybieramy się , potem okazuje się, że tylko na spacer po dolinie. Pogoda zmienia się z minuty na minutę, jest coraz zimniej, zaczyna wiać i deszcz zamienia się w snieg. Dochodzimy tylko do drogowskazu na Kozi Wierch, sesja zdjęciowa i wracamy. Wieczorem pod schroniskiem robimy sobie następną sesję, wieje wtedy i pada już bardzo mocno. Z Mateuszem mamy czteroosobowy pokój, jednak osoby , które miały zarezerwowane miejsca nie docierają, po 21 do schroniska dociera czwórka młodych ludzi- dwie pary, pomagam im się zorganizować, dwoje z nich trafiają do naszego pokoju. mają podobne plany, na następny dzień Kozi Wierch.
Sobota, wstajemy przed osmą, po śniadaniu zwijamy się, bety zostawiamy w pokoju Ani, która zostaje do poniedziałku. Idziemy na Kozi. Wygodna scieżka, którą wędrowaliśmy poprzedniego dnia znikła, prowadzacy musi torować drogę przez kopny snieg, przez kilkanaście minut przypada mi ta rola. Docieramy do drogowskazu na Kozi Wierch, tylko młodzi Węgrzy decydują sie na wyjście, dość duża reszta grupy idzie do Pustej Dolinki. Przy tablicy Bronikowskiego uszkodzonej zreszta przez czas i warunki robimy na moje nieszczęście dłuższy postój. Kilkunastostopniowy mróz radzi sobie z moim prawym butem, zaczyna mi dokuczać prawa stopa, ruszanie i przebieranie palcami nic nie pomaga. Zaczynam sie obawiać o stan palców. Gorąca herbata pomaga tylko na moment. na progu Pustej Dolinki podejmuję decyzje o wycofaniu się. Wcześniej pod drogowskazem na Kozi wycofuje się Ula, Jerzy nie zostawia jej samej, wracają razem. Adam, Iwona i Ania mimo mojej prośby, że nie muszą wracać razem ze mna i Mateuszem również podejmują decyzje o powrocie. Zmieniamy trasę, po wydeptanej scieżce nie ma juz śladu, dochodzimy do drogowskazu wskazującego kierunek na Kozią Przełęcz, (do Pustej Dolinki szliśmy zdecydowanie powyżej letniego szlaku), spotykamy tam Węgrów i Jerzego. Słońce pokazało się już wcześniej ale teraz przestaje wiać. Piękny dzień. Tylko w Tatrach w ciągu 24 godzin można mieć deszcz, wichurę , zadymkę, śniezycę, i piękną słoneczna pogodę.  
Wracamy do schroniska. czas powrotu do domu coraz bliżej. Jeszcze tylko chwila dla „fotoreporterów” i schodzimy. Docieramy do Palenicy. Mam wrażenie, że temperatura spada szybciej niz my schodzimy. Po zmroku robi się bardzo zimno.
Przy samochodzie niemiła niespodzianka. deszcz a potem mróz zaowocowały skorupą lodu na samochodzie. Skrobanie z lodu zajmuje nam prawie godzinę. Wyjeżdżamy. W Białce u Stasików poznajemy różnicę pomiędzy herbatą a herbatką.
Docieramy w końcu do Krakowa.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Tatry

08 lut

 Czasami widzę Tatry . Z daleka.
Właśnie wczoraj miałem taką okazję, zobaczyłem je jadąc do pracy  na drodze między Czułówkiem a Liszkami. Skojarzyła mi się automatycznie pisenka „Widziałam orła cień”.
Powoli przymierzam się do wyjazdu w Tatry, mam nadzieję, że jak nic mi nie przeszkodzi to w piątek będę w Piątce, wycieczka na Gładki Wierch lub na Schodki, a w sobotę może w końcu trafię na Kozi Wierch, do trzech razy sztuka jak mówią. Pierwszy raz zupełnie nieudana wyprawa ze względu na mgły, drugi raz nie wytrzymałem- najpierw wysiadłem fizycznie, odmówiła mi współpracy prawa ręka, ta od czekana, a potem juz automatycznie siadła psychika, wolałem się wycofać. Wybiera sie ze mna Mateusz, mam nadzieję, że nie powtórzy sie sytuacja z naszego ostatniego współnego zimowego wypadu w Tatry, gdy parę minut przed szczytem Kościelca zdecydowaliśmy się na odwrót, całe szczęście, bo kilkanaście minut później wiało tak, że niechybnie zdmuchnęłoby nas z grani.
Myślę, że pojawi się fotoblog z wyjazdu.  

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS