RSS
 

Archiwum - Maj, 2010

potop

23 maj

W niedzielę się zaczęło, nie wiem ile spadło deszczu ale wystarczająco dużo. Na moim terenie powtórka z 2001 roku, mieliśmy tylko farta, że woda zatrzymała się może pół metra niżej, dzięki temu oprócz strachu, zatopionej piwnicy i kilku nieprzespanych nocy nie przeżyliśmy niczego strasznego.
Jeszcze nasza praca, najpierw w głupiej nadziei pomagaliśmy wodzie jak najszybciej spłynąć, kiedy poziom odpływu nie tylko się wyrównał, ale razem ze stawem szybko zaczął iść w górę, zabezpieczyliśmy workami z piaskiem wejście do piwnicy, okienka. Woda nie chciała się zatrzymać, wolno ale niestety systematycznie jej poziom sie podnosił. Spotykam Burmistrza, zamiast słów pocieszenia słyszę, że wszystko zrobił i nie ma już nadziei, będą nas ewakuować. Powiedziałem: w życiu.
Szkoda, że kilkadziesiąt minut poźniej, kiedy Burmistrz marnując paliwo i czas strażaków przejechał przez rozlewisko razem z Jarosławem Kaczyńskim, nie wiedziałem o tym. A nawet może i lepiej, spieprzaj dziadu byłoby najdelikatniejszym i najbardziej kulturalnym określeniem. Brałbym tylko odpowiedni przykład.
Kiedy woda podchodzi nam pod próg znajduje się wszystko, fadroma przywozi nam piasek, dostajemy worki, zabezpieczamy dom wałem z worków. Mimo, że ta praca jest jak się potem okazało niepotrzebna, nie żałuję jej. Dom był zabezpieczony.
Czwartek, czwarta w nocy, nie mam już siły idę spać, jak się potem okazało wytrzymałem do końca kulminacji, woda staje. Wstaję rano, około siódmej, poziom jest już parę centymetrów niższy, od tego momentu do wieczora poziom opada średnio 1,5 cm na godzinę. Piątek rano, wstaję około 5-tej, wylewam wodę z piwnicy. Po trzech dniach nieobecności wybieram się pierwszy raz do pracy. Przez rozlewisko przeprawiam się w specjalnych spodniach, tzw. woderach, jest jeszcze około metra wody na drodze.
Późnym popołudniem jak wracam z pracy woda sięga do kolan, wieczorem można już przejść w samych gumiakach.
Poniżej kilka zdjęć:

próbujemy ułatwić wodzie spływ poziomy wyrównane
skrzyżowanie przed domem najwyższy poziom wody
zabezpieczona piwnica woda i tak wolniutko wpływa
woda zaczyna opadać strażacy jako gondolierzy, droga do pracy
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

maratony

04 maj

W ciągu 8 dni przebiegłem dwa maratony, choć bardziej pasowałoby określenie przetruchtałem.
Dostałem wiadomość od kolegi:
-Jesteś wielki
a znamy się ponad 40 lat
odpisałem
-piłem mleko, nam było łatwiej, mleczarz przynosił butelki pod drzwi w bloku.
Że czasami lądowało się od razu w ubikacji?
Podobno w mleczarniach klasę mleka określano optycznie, chodziła anegdota, że im bardziej się pieniło tym wyższa klasa, przebiegli rolnicy dosypywali proszek iXi, czym ponoć podnosili sobie klasę i co zrozumiałe przychody.

A wracając do maratonów widać było brak wybiegania, wyniki prawie identyczne, różnica w czasie niecałe 2 minuty.
Za miesiąc będę po imprezie tego roku, mam nadzieję, że w dobrej formie.
Bieg Rzeźnika będzie w tym roku 4 czerwca, trasa prowadzi z Komańczy do Ustrzyk Górnych czerwonym szlakiem beskidzkim. Bagatelka. 78 km po górkach. Limit 16 godzin. Start skoro świt, choć podobno brzas zastaje biegaczy w okolicy Jeziorek Duszatyńskich.
 Patrząc na to „naukowo”, to wg przewodnika potrzeba około 23 godzin licząc marsz z plecakiem, planowe przerwy itp.
można przyjąć, że bez plecaka ktoś taki jak ja, jest w stanie przejść tę trasę w ciągu 20 godzin. Wypada urwać przynajmniej 4 godziny. proste? wystarczyłoby tylko zbiegać i np. przebiec połoniny. A jak będzie? Nie wiem. Mam nadzieję , że minimum dobiegnę do Berehów. A jak tam dobiegnę, to wstyd byłoby nie zaliczyć ostatniego ” prawie” najłatwiejszego odcinka, piszę prawie bo jest najkrótszy, ale wybiegnięcie czy wyjście na Poloninę po zaliczeniu około 60 km może być problematyczne.
Zawsze powtarzam, że jestem prawie jak radziecki czołg, sapie, grzeje się, ale dochodzi do celu. Zobaczymy czy w wersji hard sie to sprawdza.
Zostało tylko 30 dni.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS