RSS
 

Archiwum - Wrzesień, 2009

22 września

22 wrz

dzisiaj mija dwa lata od wypadku pod Wysoką, teraz powoli oceniam wpływ na moją kondycje fizyczną i psychiczną.

na pierwszym zdjęciu jesień, w porównaniu z tym rokiem zdecydowanie głębsza. Dwa dni temu widać było bardzo mało sladów jesieni, pojedyncze drzewa zżółkły. Na 2 i 4 zdjęciu górki a na 3 ja na kilkanaście minut przed upadkiem. Całe szczęście, że w chwilę po zrobieniu zdjęcia zatrzymaliśmy sie i ubrałem kask, twardszy zdecydowanie od mojej głowy. A ślady na kasku są poważne, głowa tego by nie przetrzymała.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

i znowu Tatry

21 wrz

W niedzielę zawitałem w Tatry nad Zielony Staw Kieżmarski, zaliczając Jagnięcy Szczyt. Tak się składa, że jest to najczęściej odwiedzany przeze mnie teren w tatrach Słowackich w ostatnich latach . Z wyjątkiem pierwszego pobytu miałem pecha do pogody, np nigdy nie udało mi sie zrobić przyzwoitych zdjęć z Jagnięcego, zawsze coś stało na przeszkodzie  czy chmury jak w tamtym roku czy deszcz przed dwoma albo trzema laty. Wydawało się, że w końcu się uda, bo pogoda była wyśmienita. Ale im wyżej tym gorzej , nie ze słońcem bo to świeciło cały czas ale z chmurami , zakrywały coraz większą część tatr zwłaszcza ich północne stoki. Zaraz za Kołowym Przechodem wyłoniły się Mięguszowieckie szczyty, można je oglądnąć na fotoblogu, ale im bliżej byliśmy Jagnięcego, tym bardziej zakrywały je chmury, aby pod koniec pobytu prawie całkowicie skryć w chmurach część po północnej stronie głównej grani tatrzańskiej.
Głównym bohaterem wycieczki były jednak kozice, nigdy dotychczas nie trafiło mi się naraz tyle kozic, w czasie drogi do góry między czerwonymi stawkami w dolinie Jagnięcej było ich 8 a po drugiej stronie szlaku na zboczach jagnięcej turni jeszcze trzy. Wracając doliczyłem sie na stokach Jastrzębiej turni przynajmniej 9, być może były to te same kozice co rano.
Najprawdopodobniej był to mój ostatni tegoroczny wypad w Tatry.

Bujaczy Wierch kozica  
mała koziczka trójka  
siedem a było ich razem jedenaście wyłania się Mięguszwiecki  
od lewej Wysoka potem Rysy i Mięguszowieckie Nowy Wierch Hawrań Płaczliwa Skała  
grań do Kołowego Szczytu taternicy na Koziej Grani  
kozice po południu kozice po południu  
kozice po południu Zielony Staw Kieżmarski  
otoczenie zielonego Stawu pod słońce memento mori  
 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

fotoblog Orla Perć (Kozia Przełęcz-Skrajny Granat)

17 wrz
Kozi Wierch znad Zmarzłego Stawu   nad Kozią Przełęczą  
na Orlrj Perci   Orla perć  
Kozice na zboczach Zadniego Granatu   Tatry Wysokie  
Koprowy Wierch   Dolina Pięciu Stawów Polskich  
Płochacz Halny a nie wróbelek   Czarny Staw  
 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

wybór

16 wrz
   

jak myślisz, które wykonanie najlepsze? a które najbardziej przemawia? Wg mnie oryginał.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

łykend na sportowo

15 wrz

Sobota, dochodzi 10 rano, dojeżdżam na start 3 Biegu po dolinie Będkowskiej, obsługa załatwia mnie dłuższą chwilę, gdy dobiegam do samochodu aby się przebrać, starter daje sygnał startu. Przebieram tylko spodnie, zakladam buty trailowe, i biegiem na linię startu, przekraczam ja gdy na zegarze jest 1 min 40 sek, tyle mam do nadrobienia. Biegnę spokojnie,przez spóźnienie przez cały bieg numer startowy trzymam w ręce bo nie zdążyłem go przypiąć agrafkami, za chwilę dochodzę parę osób, po kilometrze zaczyna sie ostry podbieg, pokonuję go na zmianę , raz biegiem raz marszem, bez wiekszych problemów osiagam metę, średnie tempo jak na bieg górski przyzwoite. Za chwilę mam dylemat, dostaję piwo, pić czy nie pić, za 2 godziny czeka mnie jazda do Wrocławia, podejmuję chyba słuszna decyzję, bo nieistotne w tym momencie, że po 2 godzinach ewentualny poziom alkoholu we krwi byłby dopuszczalnym poziomem, mają jechać ze mną 4 osoby, nasze bezpieczeństo jest najważniejsze, rezygnuję z otwarcia puszki. Wypijam ja dopiero wieczorem w niedzielę.
Jeden z kolegów „wypina się” na mnie, jedziemy ostatecznie w czwórkę. Dojeżdżamy do Wrocławia, na stadionie Olimpijskim załatwiamy sprawy związane z rejestracją, idę na „pasta party”. Idzie ze mna Posejdon (nick towarzysza podróży), w pewnym momencie znika, nie wiem co sie z nim stało, wydzwaniam co chwila, nie odbiera telefonu. Nie wiem co robić, ma problemy z wątrobą, jak gdzieś leży nieprzytomny? Gdybym choć wiedział gdzie poszedł. Jadę do Domu Noclegowego Trio, tam mam nocleg. W miedzyczasie odzywa sie Posejdon, każę mu przyjechać do Trio, ja idę na spotkanie, które okazuje się bardzo sympatyczne.
Wypijam na wieczornym sptkaniu dwa piwa, w Poznaniu przed maratonem wypiłem trzy i zrobiłem zyciówkę, aby tradycji stało się zadość w Trio uzupełniam zapas plynów o jeszcze jedno piwo, fundatorem jest Radek.
Rano o 6 pobudka, jadę do tesco, kupuję świeże bułeczki, serek na śniadanie dla mnie i Kowala . Posejdon dalej się nie znalazł, daje tylko znać SMS-em, że zyje . Jedziemy na Stadion Olimpijski, krótka rozgrzewka, punktualnie o 9.00 start.
Biegnę Gallowey’em, tym razem takt wyznaczają „wodopoje” rozstawione od 5 km co 2,5 kilometra, tzn główne są co pięć tam daja wodę, izotoniki i banany, a w połowie każdej piatki jest punkt odświeżania z samą wodą. Piję izotoniki, wodę i jem banany, jak wyliczyłem to przez te 5 godzin biegu zjadłem około 10 bananów. Do 10 km biegnę za „zającem” na 5 godzin, wtedy orientuję się, że zając chce przedobrzyć, średnie tempo to 6.40 min na km, za szybko jak na moje zamiary, we Wrocławiu nie zamierzam pobić życiówki. Zwalniam i zostawiam grupę, dochodzę tego zająca chyba na 34-35 km przez swoją taktykę zgubił grupę, biegnie z nim tylko jedna dziewczyna, mijam ich wtedy. Wyprzedzam coraz więcej osób, ja biegnę, oni na ogół tylko idą. Mnie kryzys dopada na 38 km ale w porównaniu z tym co przeżyłem na maratonie w Krakowie jest to kryzysik, przełamuje go dwoma jednominutowymi dodatkowymi przerwami na marsz, na metę dobiegam w dobrej formie, jednak z czasem gorszym od życiówki o prawie 6 minut.
 Prawie natychmiast ustawiam się do masażu, zajmuję kolejkę, idę do samochodu przebrać się. po masażu grochówka, bardzo dobra, nie odmawiam sobie repety.
Wracamy w 5 osób, dowożę  wszystkich pasażerów bezpiecznie. Wieczorem kąpię sie w soli i na zakwasy wypijam dwa piwka, jedno z Będkowic, drugie z Wrocławia.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

powrót do Krakowa?

14 wrz

Niedawno prezentowałem piosenki o Krakowie bądź twórców związanych z Krakowem,
być może dalsza część:

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

maraton Wrocławski

14 wrz

Z pobytu we Wrocławiu jestem bardzo zadowolony,
udało mi się i sobotnie wieczorne spotkanie i sam maraton
Fredie Mercury-aby sie podbudować:



Niewiele brakowało abym pobił rekord życiowy w Maratonie, biegłem tylko na wybieganie, liczyłem na dobry wynik ale dopiero za dwa tygodnie w Warszawie, a tu taka niespodzianka

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wolna Grupa Bukowina

11 wrz

Tak jak rok temu nachodzą mnie utwory Wojtka Bellona i Wolnej Grupy Bukowina, wydaje mi sie , że pierwszy raz słuchałem ich w Rytrze w 1973 roku na zakonczeniu Rajdu Politechniki Krakowskiej

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

dedykacja?

10 wrz

Namiętnej( podobno) czytelniczce mojego bloga ( od wczoraj)
tak napisałem choć intencja była następująca:
Dedykuję podobno namiętnie  czytającej od wczoraj mojego bloga

 

a tekst tutaj:
Jak bardzo nam się zmienił świat
Przybyło nam za wiele lat
Wspomnienia porwał wiatr
i człowiek rad nie rad
po uszy już w_kompleksy wpadł

(Mam to samo)
(Na głowie już i włosów mniej)
(Wieczorem wcześniej)
(spać się chce)
(I w_kościach strzyka gdzieś)
i wzrok już też nie ten)
(I wolniej w_żyłach krąży krew)

[Dziewczyny, które mam na myśli],
[powychodziły za mąż już]
[Jedynie my recydywiści]
[trzymamy wciąż samotny kurs]

Choć bywa w_sercu drgnie nam coś
i czasem w_oko wpadnie ktoś
(Lecz przecież to nie to,)
(co kiedyś chata szkło)
[i bez problemów jakoś szło]

(Dziś na to już nie starczy sił)
(zbyt szybko się urywa film)
A potem nam się śni
szał zmysłów pożar krwi,
[lecz w_końcu się budzimy i...]

[Dziewczyny, które mam na myśli],
[powychodziły za mąż już]
[Jedynie my recydywiści]
[trzymamy wciąż samotny kurs]

(Ty! A może by tak jeszcze raz?)
Już na to chyba nie stać nas
(Nikt nam nie daje szans)
słomiany ogień zgasł
To nie te lata
(nie ten czas)
Za mało sił za dużo słów
(Przepraszam, lecz za siebie mów)
Ty umiesz łgać jak z_nut
(Bo mnie się marzy cud)
[Daremne żale próżny trud]

(Ich to też czeka! Ha ha ha)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

kompromitacja czy żenada?

10 wrz

Ogłoszono pogrzeb polskiej piłki nożnej, czy słusznie? W takim wydaniu chyba tak. Polskie drużyny za burtą jakichkolwiek rozgrywek, impotencja polskich czy grających w polskich klubach piłkarzy jest wszechpotężna. Czy mamy jakiekolwiek szanse na odbicie sie od dna? Jeszcze nie, bo do dna takiego zupełnego jeszcze trochę zostało.
Podobała mi sie bardzo dzisiejsza wypowiedź pewnego dziennikarza w TVN24 w temacie nowgo selekcjonera. ” (cytuję niedokładnie) Lato musi znaleść trenera głupszego od siebie a to będzie wyjątkowo trudne” Nic dodać.
Kto może uzdrowić polska piłkę? Z aktualnie będących na świeczniku chyba nikt.
Jan Tomaszewski?
Angielska prasa nazwała go Klownem, wizjonersko, nieprawdaż?  Wtedy nim nie był a teraz? Jest.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS