RSS
 

Archiwum - Sierpień, 2009

łykend

31 sie

W sobotę była niesamowita ulewa, praktycznie w największym deszczu odbył się 4 Bieg Pokoju w Oświęciumiu, wystartowałem w nim, co więcej pobiłem rekord życiowy, wynik lepszy od ubiegłorocznego o ponad 10 minut.
W niedziele spadłem z „obłoków” i uprzytomniłem sobie miejsce, w którym sie znajduję. Wybrałem się z dwoma dwudziestolatkami w Tatry, byłem hamulcowym wycieczki.
Przydałoby się abym stracił przynajmniej 10 lat.
Niemozliwe? Niestety tak. Ale stracić 10 kilo mogę. I powinienem.
Wyszliśmy kilkanaście minut przed siódmą z Kuźnic, w Murowańcu byliśmy o ósmej, gorąca herbata i w drogę na Kozia Przełęcz, tam zawitalismy około 11-tej, Piotr i Krzysztof czekali na mnie na Kozich Czubach, podobno tylko 15 minut , do Pośredniego Granatu szliśmy razem, tam rozdzieliliśmy się, ja postanowiłem, że bedę schodził ze Skrajnego Granatu, natomiast chłopcom zależało na dojściu do Krzyżnego. Dalszą drogę pokonywałem spacerkiem, wiedziałem, że im szybciej pójdę tym dłużej będę czekał w Murowańcu. W efekcie czekałem tylko godzinę.
W drodze powrotnej udało mi się nadawać tempo, czyli być może stracenie tych 10 kilo jest lekarstwem na pozostawanie w tyle przy stromych podejściach.
Przed wypadkiem wydawało mi sie, że odczuwam strach chodząc w „ekstremalnych” miejscach, ja chodziłem wyprostowany tam gdzie niektórzy musieli iść na czworakach, czego przykladem było przejscie tzw konia. Teraz wiem, że to nie był strach, to był tylko dreszczyk emocji, zastrzyk adrenaliny. Od wczoraj wiem co to jest strach. Jednak wypadek odbił się na mojej psychice dość głęboko.
Było prawie Ok do momentu pierwszego pośliźnięcia, wtedy poczułem co to jest strach. I w zasadzie było do Żlebu Kulczyńskiego spoko, tam znów parę razy uciekła mi noga i zacząłem sie bać, a franca wyobraźnia zaczęła szaleć pogłębiając to uczucie.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

niebyt

20 sie

No, nie mogę powiedzieć, że wracam z niebytu.
Wracam z „niechcicowa”,
niezupełnie, bo co nieco mi się chciało, byłem 3 razy w Tatrach, cos tam przebiegłem, ale bardziej z przyzwyczajenia niż z chęci.
W przedostatnią sobotę byłem z Francuzami w Zakopanem, znaczy wcześniej w Tatrach w Dolinie Gąsienicowej (a nawet na Karbie z częścią grupy) ale goście zażyczyli sobie Krupówek, to poszliśmy. Było późne popołudnie, świeciło jeszcze mocno słońce, stanąłem przed jakimś straganem, popatrzyłem do góry na lustro i oniemiałem. Zobaczyłem swoją głowę a w zasadzie owłosienie, bo ja właśnie teraz o nim, w pełnym świetle. Wiedziałem, że ostatnio osiwiałem, ale nie zdawałem sobie sprawy z „głębokości” tego zjawiska. Brodę, bo znów ja mam, dobrze widzę i wiem, że jest już prawie całkiem siwa, ale włosy, których mam jeszcze dużo a nawet bardzo dużo nie wydawały mi się, aż tak siwe. Co robi dobre oświetlenie, nie?

Rozsypała się nam przez śmierć brata rodzina, wypadałoby ją posklejać, ale jak to zrobić?

Następny wpis będzie radosny ( fotoblog) z ostatniej tatrzańskiej wyprawy na Otargańce

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

poprawia mi się

07 sie

poprawia mi sie i w ramach utrwalania optymizmu słucham zespołu 2+1

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

nie chce mi się

05 sie

Taki dowcip bardzo niskiego lotu:
siedzi chłopak i płacze
kolega pyta się:
-co Ci jest, dlaczego płaczesz?
-przysiadłem sobie jądra
to dlaczego nie wstaniesz?
-nie chce mi się…
oto mój nastrój

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS