RSS
 

Archiwum - Luty, 2009

Jerzy Harasymowicz-Broniuszyc

27 lut

W górach

W górach jest wszystko co kocham
Wszystkie wiersze są w bukach
Zawsze kiedy tam wracam
Biorą mnie klony za wnuka

Zawsze kiedy tam wracam
Siedzę na ławce z księżycem
I szumią brzóz kropidła
Dalekie miasta są niczem

Ja się tam urodziłem w piśmie
Ja wszystko górom zapisałem czarnym
Ja jeden znam tylko Synaj
Na lasce jałowca wsparty

I czerwień kalin jak cyrylica pisze
I na trombitach jesieni
głosi bór
Że jedna jest tylko mądrość
Dzieło zdjęte z gór

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

the day after

23 lut

Następny dzień po maratonie: prawie zero zakwasów, boli prawa kostka pewnie nadwyrężona przy jakimś złym stąpnięciu w koleinę lub tym podobne dziadostwo. Zaskakująca reakcja być może spowodowana wyczerpaniem zapasu cukru w organiźmie- wzmożona chęć spania, ale poobiednia drzemka wystarczyła aby organizm wrócił do równowagi.
Jakie plany na najbliższy okres?
Za dwa tygodnie być może dyszka w Radomiu, jestem zapisany ale ” wolno” mi startować tylko raz w miesiącu, z tego samego powodu najprawdopodobniej odpadnie bieg na powitanie wiosny w Katowicach, bo podstawowym biegiem w marcu jest półmaraton Ślężański w Sobótce i tam na 100 % pojadę, jedynie choroba może mi przeszkodzić w wyjeździe.
Bieg w Katowicach organizowany jest przez moje koleżanki i wypadałoby mi wystartować, jest poza tym dośc blisko. Pożywiom uwidim, być może prawidłowo zacytowałem rosyjskie przysłowie, ( cos mi się widzi ,że  „skazał slepoj” trzeba dodać), W moim wieku nie należy podobno sie wstydzić małej sklerozy.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Maraton Dinozaura

21 lut

Kolega Wojtek Pasek obchodzi 50 urodziny, z tej okazji zorganizował Maraton Dinozaura, być może przypadek ale ten maraton był 200 maratonem w karierze Wojtka. Impreza rocznicowa odbyla się w Sielpi,w powiecie koneckim, gwoździem programu był oczywiście maraton a potem bankiet. Wybrałem się na te uroczystości, ponieważ ostatnio nie biegam treningowo, zgłosiłem się na dystans mniejszy niż maraton, ale Wojtek zawiadomił mnie, że liczy na odpowiednie uczczenie jego podwójnego jubileuszu i zapisuje mnie na pełny maraton.
W Sielpii warunki zimowe, na dróżkach śnieg, jeśli ktokolwiek biegał po śniegu wie jaka to przyjemność.
Wystartowaliśmy o 9 rano, zimno, nie wiadomo jak się ubrać, biegnę w kurtce biegowej i „podwójnym” polarze, po pierwszym okrążeniu zrzucam kurtkę, jest w niej zbyt ciepło, ubieram ją dopiero na 11 okrążeniu. Biegniemy na pętli mniej więcej 3 kilometrowej, czuję się dość dobrze, ale po przebiegnięciu połówki zaczynam odczuwać ból lewej pachwiny, całe szczęście ból potem się nie zwiększa.
Biegnę Gallowey’em ale innym modułem niż w Poznaniu, tam biegłem 13 minut i 2 minuty marszu, tutaj postanawiam biec 3 km czyli jedno  okrązenie i 3 minuty marszu, w ten sposób pokonuję 7 okrążeń czyli tzw Mały Maraton, na ósmym okrążeniu zmieniam moduł mam dwie przerwy na marsz i dodatkowo postanawiam 11 okrążenie całe przejść, zgodnie z tym planem realizuję bieg.
Osiągam czas 6 godzin. Jest to godzinę więcej niż w Poznaniu. Warunki ciężkie, bieg po śniegu, wynik wg mnie lepszy niż w Poznaniu, rodzi sie pytanie, jakie drzemią we mnie rezerwy, jakim wynikiem mogę zaliczyć maraton. Ponieważ wszystko wskazuje , że w tym roku zaliczę przynajmniej 7 maratonów, to odpowiedź uzyskam w miarę szybko, być może pod koniec kwietnia w Cracovia Maraton.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Trzemeszno

15 lut

Wystartowałem w Mistrzostwach Polski grubasów w crossie na 15 km.
Optymista podpowiada mi- stary dobrze jest, jesteś 21 grubasem w Polsce
Pesymista zaś szydzi- nie pieprz gruby, zająłeś ostatnie miejsce…..
W makabrycznej pogodzie wyjechaliśmy w piątek do Trzemeszna, praktycznie dopiero na autostradzie Łódź- Poznań warunki były normalne, tzn im bliżej Poznania tym lepiej, tak by w końcu przed samym Trzemesznem jezdnia nawet stała się sucha.
W nocy jednak popadało i tam, rano warunki były całkowicie zimowe.
Start w Gołąbkach w pięknym lesie, i bieg po leśnej zimowej trasie. Biegło mi się dużo gorzej niż w Warszawie, czas uzyskałem też słabszy.
Organizacja biegu bez zarzutu, przy prawie 700 uczestnikach nie było kolejek, jedzenie przyzwoite, picie bez ograniczeń, co prawda na trasie tylko jeden punkt z herbatą na mniej więcej 10 km.
A co do grubasów? Niektórzy są niesamowici, BMI powyżej 30 mają ze wzgledu na budowę ciała a nie na otyłość. Jechała ze mną Justyna , staje z reguły na pudle w swojej kategorii biegowej a należy do tych niedawno urodzonych,ale przegrała z najszybszymi grubasami i to zdecydowanie.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

po chorobie

07 lut

przebiegłem dzisiaj prawie 6 km, po błocie i po chorobie. Mimo wszystko jestem zadowolony. Gdybym w takim tempie przebiegł maraton prawdopodobnie nie zmoeściłbym sie w limicie. Ale powoli zobaczymy, plany mi sie poszerzają, jesli pójdzie dobrze bez załamań spowodowanych choroba to myślę, że zaliczę więcej niż 5 maratonów. We wtorek okaże sie, czy ten cios w d… się rozpłynie

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

laszowanie

02 lut

W 1970 roku po zaliczeniu części teoretycznej i pomyślnym przejściu badań lekarskich w Głównym Ośrodku Badań Lotniczych Lekarskich (GOBLL) we Wrocławiu rozpocząłem szaloną przygodę z szybowcami. Najpierw na podkrakowskim Pobiedniku a potem w ramach obozu Lotniczego Przysposobienia Wojskowego na lotnisku w Nowym Targu. Nie powiem, że byłem orłem w szkoleniu, do pupilków pana Artymowicza, mojego instruktora nie należałem, a póki szefem na obozie był Pan Tarkowski wszystko było OK, nastąpiła zmiana szefa, został nim Potocki. Na wstępie dowiedziałem się,że :”Twój brat był dobrze zapowiadającym się pilotem, i zrezygnował z latania, można założyć, że z Ciebie też pożytku nie będzie”. Udowadniał mi to na każdym kroku, a ja jeszcze wtedy nie wiedziałem, że większy ma zawsze rację, niestety nie wyniosłem tak banalnej prawdy z podwórka. Ale ja nie o tym chciałem, tylko o laszowaniu.
W końcu mój stopień wyszkolenia osiągnął poziom pozwalający mi na pierwszy samodzielny lot, było to pewnego sierpniowego dnia 1970 roku, z niewiadomych powodów nie wylaszowano mnie natychmiast po wylądowaniu, nie wiedziałem, że za tym kryje się Pan Włosiński, mechanik obsługujący wyciągarkę. Podpadłem mu z prozaicznego, niezrozumiałego dla mnie powodu. Ja byłem lekki, Artymowicz również do potężnych nie należał, tak więc w czasie startu zadzierałem nosa szybowca dość mocno, i ostatni moment przed wyczepieniem też „ciągnąłem” mocno, w efekcie silnik wyciągarki prawie się dusił i dławił.
Przeciętnie ciężko było przekroczyć trzysta metrów wysokości, ja taką osiągałem swobodnie,a w czasie samodzielnych lotów wyciągałem się na ponad czterysta metrów.
Zakochany w swojej maszynie jak każdy prawdziwy mechanik Pan Włosiński w  momencie gdy dławiłwem silnik dostawał palpitacji i w duchu pewnie obiecywał srogą zemstę. A Pan Włosiński był facetem słusznego wzrostu i potężnej budowy, jego ramię było grubsze niż niejedno męskie udo. W szybowcu skrzydła były łączone z kadłubem przy pomocy śruby motylkowej, do przykręcania i odkręcania której był specjalny klucz, Włosiński przykręcał taką srubę palcami a mało kto potem potrafił odkręcić tym specjalnym kluczem.
Wieczorem moje laszowanie, zjawia się Włosiński, ja pochylony, trzymam się za kostki, a wszyscy, którzy przede mną latali samodzielnie maja prawo do jednokrotnego klepnięcia dłonią w to najbardziej wystające miejsce. Jako ostatni podchodzi Włosiński. Uderza. Nie mogę złapać przez kilka minut powietrza, tyłek mam ciepły przynajmniej przez dwa dni.
Przypomniało mi się to laszowanie bo w piątek znów dostałem tak w dupę, że nie mogę dojść do siebie. Nie mogę narzekać, bo. …
Właśnie, jak zwykle grzech zaniechania. Może napiszę w szczegółach o co biega. W tej chwili dochodzę do siebie. Równocześnie dochodzę „po chorobie”, małe a może duże przeziębienie tylko wygaszane od początku gripexem noc i dzień, pozwala mi to funkcjonować w ciągu dnia a wieczorami zamiast pracować „intelektualnie” „zdrowieję”

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS