RSS
 

Trzęsienie ziemi

01 lip

Na marginesie pewnego wydarzenia zacząłem się zastanawiać jak funkcjonuje mózg, i wyobraziłem sobie taki obrazek jak np. w archiwum IPN, pełno komórek i taki mały facecik „zapieprza” z bitami informacji i upycha je po pustych półkach czy komórkach. A jak się uczymy to dzieje się podobnie jak z defragmentacją dysku w komputerach, informacje powtarzane podczas procesu nauki układają się w jakiś sensowny ciąg . Natomiast jestem przekonany, że gdzieś tam w zakamarkach siedzą prawie wszystkie informacje jakie kiedykolwiek dotarły do naszego mózgu. Chory na Alzheimera, po zburzeniu przez chorobę komórek gdzie są nowsze informacje pamięta przecież doskonale zdarzenia dawniejsze. Czasami zbieg okoliczności, sytuacja czy jakikolwiek trudny do określenia bodziec powoduje, że przypominamy sobie fakty czy zdarzenia jakie nas kiedyś spotkały.

Pewnego dnia obudziłem się w nocy z przerażeniem, że wali się budynek w którym mieszkałem, widziałem popękane ściany.

Czyżby delirium tremens?

Nie, nie piłem.

Po raz drugi odezwała się głęboka trauma spowodowana trzęsieniem ziemi, mimo że minęło bardzo dużo lat od tamtego faktu. Pierwszy raz odezwała się kilkanaście dni po tych przeżyciach, gdy wróciłem do Polski. Mieszkałem wtedy koło linii tramwajowej, jeździły jeszcze wtedy nocne tramwaje, takie starego typu od których wszystko w okolicy się trzęsło. I taki grat przejechał obok bloku a ja obudziłem się na klatce schodowej, uciekałem przez sen. Tak trzęsienie ziemi przeorało mi podświadomość.

Było to w latach bezchmurnych ale durnych, gdzie jedynym problemem był brak kasy. Teraz już wiem , że to problem każdego pokolenia. Wyjechałem służbowo do Związku Radzieckiego a dokładniej do Uzbekistanu., byłem szefem komisji zagranicznej w Radzie Uczelnianej na AGH, podpisywaliśmy umowę o wymianie studentów na wakacje. Pobyt w Taszkiencie nam się trochę przedłużył, miałem tam trochę przyjaciół poznanych wcześniej w Krakowie, odwiedziny , imprezy , jeden z nich zaprosił naszą polską delegację na swoje wesele, mogłem porównać więc polskie z muzłumańskim.

Na koniec pojechaliśmy na wycieczkę Chiwa – Buchara –Samarkanda, wyjazd poprzedzony był wielkim pijaństwem.

Przewodnik Uług-bek obudził nas skoro świt, gdy jeszcze nasz stan był bliski nieważkości. Pojechaliśmy taksówką na lotnisko, krótki lot An-24 na trasie Taszkient- Urgencz, tam nasze organizmy zdecydowanie zaprotestowały. W ówczesnych czasach dla obcokrajowców były specjalne poczekalnie i właśnie w takiej położonej na pierwszym piętrze budynku portu lotniczego dochodziłem do siebie.

Śpię, rozwalony na krześle, tył głowy oparty o ścianę.

Nagle budzę się, ktoś bije mnie po głowie, teraz wiem, że to podłoga tak się kołysała, że ja sam biłem głową o ścianę. Otwieram oczy, naprzeciw mnie są drzwi do toalety, otwierają się z hukiem , ukazuje się steward Uzbek ze spodniami w garści i krzyczy do mnie przeraźliwie:

Uciekaj, trzęsienie ziemi!!!

Zachowuję się jak automat, biegnę za nim , wybiegamy z pomieszczeń poczekalni, parę kroków w prawo, w lewo na schody i schodami wzdłuż szklanej ściany na dół ,i w prawo do wyjścia

Największe przerażenie budzi jednak we mnie widok nieba nad głową. Tak. Nie widzę sufitu a niebo!

Cały czas słyszę dudnienie i dziwny odgłos, potem podobny słyszałem jak pracowałem na budowie- taki odgłos wydaje blacha którą wygina się na wszystkie strony.

Biegnąc po schodach widzę pusty hol kasowy, wszystkie kasy pootwierane, myślę, że tak zachowałby się każdy, życie a nie pieniądze jest najważniejsze.

Jesteśmy na zewnątrz, odgłosy są coraz słabsze.
Za chwilę na horyzoncie widzimy gejzer ognia, to pęka gazociąg w Gazli. Wchodzimy z powrotem do budynku, mija kilka minut spokoju. Znów zaczynają szyby brzęczeć i potworny huk bije nas w uszy. Uciekamy w panice na zewnątrz. Chwila zastanowienia, ten huk to fala uderzeniowa potężnego wybuchu jaki widzieliśmy przed kilkoma minutami.

Zdziwiony stwierdzam, że głębokie upojenie alkoholowe w jakim byłem jeszcze kilkanaście minut wcześniej minęło bez śladu, niestety jak mówią Rosjanie na południu, nieftianyj dień mnie nie ominął.

Ślady trzęsienia ziemi będziemy widzieć prawie przez całą wycieczkę , zarówno w Chiwie jak i w Bucharze, szczególnie dużo ich będzie w bucharskim Arku – siedzibie chanów bucharskich.
W czasie zwiedzania Chiwy kupuję sobie olbrzymią turkmeńską czapę,  baranicę, ponieważ mam brodę i wąsy wyglądam prawie jak miejscowy Turkmen, odróżniam sie tylko strojem, gdybym ubrał „chałat” byłbym prawie jak miejscowy. Mamy przy sobie foldery Krakowiaków, takiego zespołu pieśni i tańca z AGH, jest tam zdjęcie Lajkonika. Odkrywamy, że miejscowi biorą mnie za Lajkonika, od tej pory ja i ten folder otwierają przed nami wszystkie drzwi, możemy załatwić prawie wszystko.Kto zna realia tamtych czasów wie, że załatwienie noclegu bez wizy na dane miasto było w praktyce niemożliwe a nam się to udało 
Na noc zatrzymujemy się w hotelu Buchara w Bucharze, mam szczęście , wpadam w oko rudowłosej Rosjance pracującej jako etażnaja .

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
 

  • RSS