RSS
 

Archiwum - Czerwiec, 2008

twarda dupa

27 cze

Jest chyba takie powiedzenie: Masz miękkie serce- musisz mieć twardą dupę…..
Wielokrotnie przekonywałem sie o tym.
Po tym jak Tomcio z Teresą (imiona zmienione) spłacił mi dług, złożyłem zeznanie , w którym zresztą zgodnie z prawdą, stwierdziłem, że przebaczyłem im ich postępowanie wobec mnie.
Dzisiaj dostałem zawiadomienie z Prokuratury o umorzeniu śledztwa.
Zastanawiam się, jaką czkawką mi się to odbije, kiedy znów dojdę do wniosku, że muszę mieć twardą dupę.
Ale sumienie mam już spokojne.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

zapiski

25 cze

Kasia po przeczytaniu szkicu opowiadania „Młodzieńcze zabawy” powiedziała mi:
 ”Wiesz, pewnych rzeczy nie powinieneś mówić nawet dorosłym dzieciom”
Skwitowałem krótko- Skąd wiesz, że to prawda, może to tylko moja fantazja? Następna próba literacka?
A czytelnikom mówię „no comments”.
Ja albo o Tatrach albo o bieganiu,
W sobotę też startuję, bo z wyjazdu na Grossglocknera nici, umiera szwagier kolegi i trzeba było wyjazd przesunąć, pojedziemy w sierpniu, być może w drugiej polowie.
A w Tatry wyjadę 11 lipca późnym popołudniem, w sobotę 12 pójdziemy na Bystry Przechód zahaczając przynajmniej o Furkot, a być może o Hruby Wierch, natomiast w niedzielę wyjście na Krywań, myślałem o wyjściu od Jamskiego Stawu, ale koledzy przekonują mnie , żeby iść tradycyjnie od byłego Ważeckiego schroniska . Myślę, że ich zdanie przeważy.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

victoria

15 cze

Veni, vidi, vici- już raz tak zaczynałem wpis, ale dzisiaj dotyczy to mnie. Przybyłem do Rudawy, zobaczyłem ponad 1000 osób startujących w IV Jurajskim Półmaratonie, zwyciężyłem.
Że tylko swoją słabość? Że kilkadziesiąt osób? Nieważne.
Jestem dumny z siebie, a biorąc pod uwagę, że w czerwcu tylko raz biegłem treningowo to było super, co więcej po 10 km, mimo że musiałem się oszczędzać na resztę dystansu miałem lepszy czas niż w kwietniu w Skawinie, gdzie biegłem tylko na dychę. Krysys na mniej więcej 15 km i całkiem sztywne nogi po przebiegnięciu 18 km spowodowały wynik gorszy od najbardziej optymistycznego o 4 min, a rezerwa do limitu wynosiła mimo wszystko ponad 25 minut. Wniosek? Jeszcze nie jestem gotowy do pełnego maratonu, ale  w półmaratonach,spoko mogę startować. Następny start 2 sierpnia w Jaworznie na 15 km.

PS.byłem zbyt dużym optymistą, ogłoszono oficjalne wyniki, wyprzedziłem nie kilkadziesiąt osób ale kilkanaście.
Jestem dzisiaj (poniedziałek) mniej zmęczony i nogi mniej bolą (w zasadzie boli mnie tylko prawe kolano) niż po typowej wycieczce w Tatry.
Średnie tempo osiągnięte na dość trudnej trasie to 7 min 18 sek na kilometr

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

młodzieńcze zabawy

11 cze

Gdzieś tam w  durnych i chmurnych latach młodości, na pierwszym czy drugim roku studiów w gronie kilku kolegów uskutecznialiśmy różne zabawy, był okres prywatkowy z mottem, gdy dla jaj robiliśmy prywatki, zapraszaliśmy na nie dziewczyny wg klucza, np. była prywatka z wysokimi, każdy z nas przyprowadzał jak najwyższą dziewczynę, z niskimi, z chudymi czy grubymi. Mimo, że można byłoby laski zmierzyć, zważyć, oczywiście nic takiego nie robiliśmy, każdy z nas głosował, ale tylko na „cudzą” laskę, na swoją tak jak w konkursach eurowizji nie wolno było głosować, zwycięzca dostawał tytuł najskuteczniejszego, flaszkę wina, którą wypijaliśmy z reguły wspólnie.
Pewnego razu postanowiliśmy uskutecznić prywatkę z najbrzydszymi. Cóż, zacząłem szukać tej najbrzydszej, która pozwoliłaby mi wygrać konkurs, miałem kilka kandydatek, umawiałem się z nimi np w kawiarni hotelu Grand, wypijałem kilka piwek z nimi i pewnie jak w tej anegdocie marynarskiej stwierdzałem, że zaczynają mi się podobać…….. i z zaproszenia na prywatkę nici. Jadę pewnego dnia tramwajem ulicą Karmelicką, patrzę, a idzie laska, typ angielski, ruda,piegowata, z wysuniętą dolną szczęką, sucha jakaś, prawie mój ideał. Wyskoczyłem z tramwaju pobiegłem i znalazłem . Zacząłem nawijkę, udało mi się, przyjęła zaproszenie na kawę do Lamusa. Miewałem zawsze mieszane uczucia idąc do tej kawiarni, jeszcze wtedy nie paliłem papierosów, a tam nie trzeba było wyciągać swojego aby móc się zaciągnąć, atmosfera była gęsta od dymu. Weszliśmy, nawet zdziwiona mina kelnerki, która znała mnie dość dobrze nie wyprowadziła mnie z równowagi. Musiałem nie wzbudzając podejrzeń dziewczyny zaprosić ją na prywatkę. Gadka szmatka i dobrze jest, zgodziła się, pójdzie ze mną na prywatkę.
Nerwowe dwa dni, przyjdzie, nie przyjdzie.
 Umówiłem się pod kominem na placu Wolności ( to był taki pomnik na obecnym placu Inwalidów), piętnaście minut nerwowego oczekiwania. Jest Kasia, przyszła. Nie wiem, czy podświadomość podpowiedziała jej jaka to zabawa, bo zrobiła sobie warkoczyki, wypisz wymaluj Pippi Langstrump.
Idziemy , nie wiem jaka będzie konkurencja, co też moi koledzy poderwali. Dobrze jest, jeden przyszedł solo, zawsze to jedna mniej konkurentka, pozostałe niczego sobie ale jestem pewny, że wygram.
Głosowanie.
 Kasia jest bezkonkurencyja, tylko jeden z kolegów się wyłamuje, trzy głosy, rekord, często była potrzebna dogrywka . Wręczam Kasi koronę Królowej Balu, widzę, jest szczęśliwa. Odkrywam w tym momencie prawdę, że szczęście jest piękne, moja szkarada nabiera urody.
Po balu lądujemy w akademiku , Kasia jest przeszczęśliwa, myślę, że po raz pierwszy w życiu poczuła się atrakcyjną kobietą.
Tak jakoś się złożyło, najprawdopodobniej przez mój prawie 10 tygodniowy wyjazd do Związku Radzieckiego na obóz studencki tzw. strojkę, że kontakt z Kasią się urwał.
Dwa lata później spotkałem Kasię, to znaczy Kasia mnie wypatrzyła, podeszła i przypomniała mi się. Tylko dwa lata, a z brzydkiego kaczątka zrobiła się atrakcyjna kobieta, nawet zgryz nie raził. Jak sie okazało była mi wdzięczna, dzięki mnie nabrała pewności, zobaczyła sens dbania o siebie, chodziła na dyskoteki i prywatki, omijane poprzednio z daleka,( bo jaka przyjemność podpierać ściany). Nie miałem odwagi powiedzieć jej prawdy. I tak zostało.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

mam problem

08 cze

W 2006 roku „kolega” Tomcio wraz ze swoją żoną obrobił mnie na ponad 13 tysięcy, oddałem sprawę do sądu cywilnego, wygrałem, miałem wyrok w ręce, udałem się do komornika, okazało się, że cwaniacy wyrolowali nie tylko mnie ale też parę innych osób. Co więcej, żona Tomcia miała od niego zasądzone alimenty, nie miała dochodów i każdy wpływ na jego konto komornik zajmował na poczet zaległych alimentów. W ten oto sposób robili dłużników w trąbę.
Zgłosiłem sprawę karną, zresztą  wielokrotnie uprzedzałem ich o takiej możliwości , wnioskowałem o odpowiedzialność za przywłaszczenie, sprawiedliwość nierychliwa ale podobno sprawiedliwa, po dłuższym okresie Pani Prokurator podjęła postanowienie o postawieniu zarzutu przywłaszczenia. I co? Tomcio w ciągu tygodnia zwrócił mi dług, okazało się, że jego żona działała w stanie recydywy, miała wyrok w zawieszeniu za podobną sprawę.
Dlaczego mam problem?
22 września jak leciałem z Wysokiej przebaczyłem wszystkim, im też.
I to nie oni a ja mam wyrzuty sumienia.
Ja już nie mogę cofnąć sprawy, sprawiedliwość działa z tzw. urzędu.
Teresa (żona „kolegi”) pójdzie najprawdopodobniej siedzieć.
Mają około 10 letniego syna.
Ja zrobiłem wszystko aby załatwić sprawę w inny sposób. Groch o ścianę.
Ich przyjaciel a mój kolega proszony o pomoc, swego czasu stwierdził: spytam Teresę dlaczego obrobiła mojego kolegę. I nic , zero odzewu.
Napisałem do niego maila, że prokurator postawił zarzuty i Teresa pójdzie siedzieć. Odpisał : będę ją odwiedzał w pierdlu.
Mogłem cos więcej zrobić?
Chyba nie.
PS.imiona bohaterów zostały zmienione

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS