RSS
 

Archiwum - Kwiecień, 2008

krótki wpis

27 kwi

Dzisiaj bardzo krótko:
dwie zmiany,
1.najpierw o zmianie w zachowaniu psa, czarek akceptuje zamykanie w boksie, muszę tak to nazwać, juz nawet nie szczeka, gdy go zamykam; regularne wyprowadzanie i biegi z nim spowodowały zmianę w jego zachowaniu, wie , że znowu wyjdzie; co prawda dzisiaj spotkałem myśliwego, zabronił mi biegania z czarkiem bez smyczy, lęgi ptasie itp. to argument mysliwego; nie wiem czy po ogólnie dostępnych miejscach, dodatkowo po szlaku turystycznym są takie obostrzenia? 
2.przełamałem jakąś blokadę psychiczną powodującą problemy w czasie biegu, ostatnio średnie tętno w biegu to 120 a nie byłem w stanie przyspieszyć, wczoraj biegłem na dychę i to samo, pulsometr co chwila dawał mi znać, że tętno mam poniżej 110 a nogi mi stały, nie byłem w stanie podkręcić tempa; dzisiaj pobiegłem 8 km i blokada psychiczna zniknęła, przybiegłem co prawda wykończony, ale wczoraj dycha dzisiaj osiem i to dobre parametry mimo upału; dobrze jest!
Planuję 25 maja bieg na 13 km w Skotnikach i jeśli zejdę na dychę poniżej godziny to 1 czerwca wystartuję w biegu Fiata w B-B; a być może 15 czerwca w Jurajskim Półmaratonie w Rudawie.
Zobaczymy co z tego wyjdzie.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

ekologia

21 kwi

Mieszkasz w Augustowie?
Twoje spojrzenie na ekologię zdeterminował spór o dolinę Rospudy, tak jest wszędzie, gdzie dochodzi do konfliktu ekologia-”technika”. Mieszkasz w lesie, trzeba doprowadzić prąd? Jak to zrobić aby przyroda jak najmniej ucierpiała? Słupy bo to mniej szkodliwe ale cholera szpeci później bardzo, czy kabel w ziemi bo co prawda jak go kładziemy to narobimy zdecydowanie więcej szkód ale jak się „rany” zabliźnią to nic nie widać. Który wariant wybrać? Czy tak jak jest w Pieninach gdzie słupy pomalowano na zielono, bo tak zażyczył sobie konserwator przyrody.
Czy elektrownia wiatrowa jest do przyjęcia dla ekologa? Szpeci krajobraz jak cholera, ale daje czysty prąd , bez zanieczyszczenia środowiska. Co wybrać ? Wrażenia estetyczne czy czystość środowiska?
 A elektrownia atomowa, obecne technologie są super bezpieczne, a jedna zastępuje wiele śmierdziuchów zadymiających, dostarczających tony dwutlenku węgla do atmosfery?
Jak były zadymy na górze Św. Anny, brałem udział w panelu na temat ekologii. Zadałem najbardziej „agresywnym” ekologom pytanie:
Dlaczego pozwalacie na to, aby tysiące Tirów dzień w dzień jadąc tranzytem przez Polskę czyniło tak ogromne spustoszenia w polskiej przyrodzie? Dlaczego nie weźmiemy przykładu ze Szwajcarii? Bez odpowiedzi do dzisiaj.
Wydaje mi się, że właśnie w tym temacie powinniśmy się zmobilizować, ulży to nie tylko polskiej przyrodzie ale odkorkuje wiele polskich miast.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

wiosna

18 kwi

Właściwie to o tej porze zaczynała sie dla mnie wiosna. Koniec kwietnia z jednej strony to dla mnie tradycyjnie ciężka praca, wszak wtedy mija termin rozliczeń podatkowych, a jest to również żródło moich dochodów, a z drugiej strony odbywała się zawsze inauguracja sezonu turystycznego. Nowy sezon inaugurowała krótka wycieczka z Rzyk na Groń Jana Pawła II, natomiast prawdziwy początek sezonu to wycieczka na Turbacz. O ile na Groń czy Leskowiec trasa była w zawsze taka sama, to na Turbacz starałem się zawsze iść inaczej, albo z Rdzawki, Obidowej, Kowańca, Koniny-Halamy, wymyślałem różne warianty, doskonale poznaliśmy otoczenie Turbacza. Pamiętam pierwszą wycieczke na Turbacz, szliśmy z Rdzawki, wycieczka ta była na granicy wytrzymałości moich dzieci, Kasia miała 8 lat, Mateusz 6 lat, akurat mieliśmy szczęście do pogody, prawdziwe lato. Ale przecież jeszce kilkanaście dni wcześniej był atak zimy, pierwszy śnieg spotkaliśmy pod Starymi Wierchami, były to izolowane śnieżne powierzchnie, gdy minęliśmy Obidowiec śniegu zaczynało przybywać, a od pewnego momentu można powiedzieć weszliśmy w środek zimy, dookoła biało, tylko temperatura nie ta. Kasia szalała, pierwszy raz mogła w kostiumie kąpielowym biegać po śniegu. Co prawda na następny dzień okazało się, że kwietniowe słońce opala i Kasieńka troszkę popłakała bo ramionka piekły bardzo. Wycieczka ta dostarczyła wielu wrażeń, Mateusz i Kasia pierwszy raz widzieli krokusy, poznali wielu turystów, i mimo, że od tego czasu zaliczyli dziesiątki górskich wypraw, tę pierwszą wycieczkę wspominają do dzisiaj: śnieg, oscypki na Starych Wierchach, owczarka podhalańskiego.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

walka z nadwagą

11 kwi

Od czasu, kiedy patrząc na mój wygląd mówi sie „mężczyzna” mam problemy z wagą, czasami mniejsze czasami większe. Podczas matury przy wzroście 180 cm ważyłem zaledwie 67 kg,dwa lata wcześniej podczas lotów szybowcem musiałem podczepiać pod czub specjalne ciężarki, bo nawet przesunięcie trymera na max nie pozwalało wyważyć szybowca.
Jako dwudziestolatek ważyłem ponad 70 kg, jako trzydziestolatek ponad 80, itd….. Przed wrześniowym wypadkiem ważyłem około 92 kg.  Niestety teraz ważę prawie 100kg, jak wcześniej pisałem mogę startować w mistrzostwach grubasów w Trzemesznie, jest w lutym taki bieg na 15 km.
Od 2000 roku kilka razy sytuacja sprzyjała tyciu, najpierw w maju 2000 rzuciłem palenie (skutecznie do dziś)- zaowocowało to oczywiście kilkoma kilogramami, w listopadzie 2003 roku miałem pierwszą operacje na prawe oko- trzy miesiące braku jakichkolwiek ćwiczeń fizycznych, powtórka tego w maju 2004 w związku z operacją na lewe oko, no i kilkumiesięczna przerwa w ćwiczeniach po wypadku we wrześniu 2007 roku. Gdyby nie bieganie, przecież niezbyt intensywne, bo z dawką 70- 100km miesięcznie to myślę, że wagę 100 kg zdecydowanie bym przekraczał. A tak nie stosując żadnych diet, ale  chodząc po górach, biegając, jeżdżąc na nartach i na rowerze, bez dodatkowych impulsów do tycia jak operacje i wypadki, jestem w stanie osiągnąć BMI w granicach 25-26.
 Wyznaczam sobie taki cel:
 w ciągu 12 miesięcy od operacji usunięcia zespolenia w prawym ramieniu osiągnę BMI nie większe niż 26, tzn waga nie większa niż 83,3.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

nasza służba zdrowia

10 kwi

Byłem wczoraj w przychodni rehabilitacyjnej, przyjęła mnie pani dr, ta  od której dostałem skierowanie do sanatorium.
Dowiedziałem się, że:
 -gdyby od niej zależało, to powinienem jutro wrócić do pracy, bo moja prawa ręka jest wystarczająco sprawna jak na potrzeby agenta ubezpieczeniowego
 -usunięcie zespolenia z dziewięcioma śrubami (przewidziane aktualnie na wrzesień) to bardzo ciężka operacja, w związku z tym przewiduje, że świadczenie rehabilitacyjne zostanie mi przedłużone o 3-6 miesięcy, ale potem to już będę sprawny i będę mógł pracować
 -nie da mi skierowania na rehabilitację, bo ja muszę być rehabilitowany indywidualnie, a Ona nie ma nikogo kto mógłby się mną zająć, mam się rehabilitować sam z pomocą członków rodziny
 -ma znajomego rehabilitanta, który mógłby się indywidualnie mną zająć, (oczywiście dostałem nawet wizytówkę)
Powiedziałem Pani dr:
 -że jestem niesamowicie szczęśliwy, bo mimo wręcz fantastycznej opieki ze strony służby zdrowia udaje mi sie wracać do sprawności,
 -jak dojdę do „sprawności” to pojadę w góry realizować swoje marzenia.
Ostatnie stwierdzenie wprawiło Panią w osłupienie,
widząc jej reakcję dodałem:
mój ojciec pracował do 74 roku zycia, umarł na wylew krwi, który dopadł go w pracy, ale pracował bo chciał, ja natomiast będę musiał ze względów ekonomicznych bo z emerytury się nie utrzymam, aby pracować do późnej starości muszę zadbać o kondycję i zdrowie.
Nie poprawiło to jednak samopoczucia pani dr, myślę, że jestem w jej oczach świrem co mi wcale nie przeszkadza.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Powrót

05 kwi

Jestem w domu. Na koniec swojego sanatoryjnego pobytu spotkała mnie przykra niespodzianka.
Właśnie, często zastanawiałem sie nad siłą sprawczą snów, dlaczego jest taka niesymetryczna. Śniła się Wam wygrana w toto-lotka? Sprawdziło się? Nigdy. A śniło się Wam, że obrywacie w jakikolwiek sposób? Sprawdziło się? Zawsze, jeśli nie od razu to po pewnym czasie.
Po wypadku często we śnie leciałem i biłem o skałę nie kaskiem a twarzą. I co? Dwa dni przed wyjazdem z sanatorium pośliznąłem się przy wychodzeniu spod prysznica……… i sen się ziścił. Walnąłem twarzą, nie o skałę co prawda ale o wystarczająco twardy element. Ślady mam do dzisiaj. Marcin (lekarz-chirurg który mnie prowadzi po wypadku) jak mnie zobaczył to aż jęknął. -
A prześwietlenie miałeś?
A po co?
Dalsza dyskusja z nim była bezcelowa, prześwietlenie zrobiłem. Marcin odetchnął ( ja też), twarzoczaszka cała, upewnił się tylko czy mam jakieś „krwawienia”, brak ich całkowicie go uspokoił.
Mam swoją teorię o diabełku i aniołku, kręcą się koło mnie, jeden mnie kusi a drugi chroni, a jak to wygląda opiszę kiedyś szerzej. A w tym przypadku kto mnie pchnął? Diabełek ? A po co? Aniołek? A od kiedy aniołki krzywdzą?
Muszę kończyć i nadrabiać zaległości spowodowane ponad trzytygodniowym pobytem w sanatorium.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS