RSS
 

Archiwum - Luty, 2008

zapiski (dzień po dniu)

28 lut

Kończy mi się zwolnienie lekarskie,aby je przedłużyć muszę zaliczyć rutynową wizytę u lekarza. Zwykle tracę na to 2-3 godziny, a wczoraj horror, zajęło mi to w sumie ponad sześć godzin, koło drugiej dr Marcin dzwoni do mnie abym przyszedł poźniej bo za chwilę będzie asystował przy operacji. Dostosowywuję się, przyjeżdżam na klinikę prawie na szesnastą. A wychodzę, no kiedy- parę minut po dwudziestej.
Jest dobrze, nie chcę zapeszyć ale powoli wracają wszystkie czynności prawej ręki. Jeśli poprawa będzie następować przynajmniej w takim tempie, a przecież sanatorium powinno przyspieszyć rehabilitację, to za 5-6 tygodni będę mógł robić wszystko, nawet wbijać młotkiem gwoździe. Zawsze byłem optymistą, a teraz ma to pokrycie w faktach.
Co do poprzedniego wpisu, oczywiście odezwał sie Michał. Swoim wpisem-komentarzem potwierdził, że mam rację pisząc o zmianie jego zachowania . Forumowy komentarz „maruda- nie drażnić” powinien zniknąć.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

powrót w Tatry

25 lut

Wróciłem w Tatry.
Michał , nick forumowy Mpie, zwołał Grupę Górską do dol. Chochołowskiej na sobote i niedzielę. Jak na nasze zwyczaje zjawiło się 12 osób, swoisty zimowy rekord.
Miałem pierwotnie zamiar przyjechać w sobotę wieczorem, egzamin zdawałem o 15.30 i teoretycznie powinienem być w schronisku na polanie Chochołowskiej może około 21, może ciut później. Jednak zrezygnowałem. Bałem się iść po ciemku. Nie żebym się bał ciemności czy spotkania z niedźwiedziem, jednak doszedłem do wniosku, że ryzyko poślizgnięcia się i wywrotki po ciemku jest zbyt duże.
Na Siwej Polanie zjawiłem się przed szóstą, drogę do schroniska pokonałem dość sprawnie i około wpół do ósmej byłem na miejscu. Praktycznie natychmiast przy wejściu spotkałem Mariusza. 
A z nim wiąże się taka anegdotka.
W zeszłym roku wszystkie wyjścia w Tatry zaczynały się od kawy w Kawiarni na dworcu PKS w Zakopanem, akurat przed siódmą przyjeżdżały pociągi z Poznania, Wrocławia, Warszawy i towarzystwo zbierało sie własnie w kawiarni. Ale dlaczego w tej? bo blisko, kawa dobra i personel pobłażliwie patrzył na nasze przygotowania- woskowanie butów, przepakowywanie się. Szliśmy wtedy do Piątki z zamiarem zimowego wejścia na Kozi Wierch. Niespodziewanie zjawił się właśnie Mariusz, chwilę wcześniej kawiarnię opuścił Pietia, po chwili wyszedł Mariusz a powrócił Pietia. Pietia zaaferowany dzieli się swoim spostrzeżeniem
-Słuchajcie jakie jaja, widziałem faceta tak podobnego do Mariusza, że w pierwszej chwili myślałem, że to on
wybuchamy śmiechem , zjawia sie Mariusz i wszystko się wydaje.
Ale dłuższy czas zwracamy się do Mariusza- Ty podobny do Mariusza…… .
Siedzimy z Mariuszem, chwilę rozmawiamy, zjawia się Marek z Gorlic, widzę się z nim pierwszy raz , znamy sie tylko z Forum i GaduGadu, poźniej poznaję jego żonę Mariolkę, forumową Amelkę i pozostałą dwójke z Gorlic.
Z całej grupy znam jeszcze Mpie , Jędrka i Biedronkę (Olgę), jest jeszcze Gosia i Dracen z Opola. Męczy mnie, bo wydaje mi się, że znam Gosię, ale klapka w mózgu mi sie jeszcze nie otworzyła, nie wiem skąd.
Po wczorajszym pobycie zaczynam zmieniać zdanie o Michale,poprzednio sprawiał wrażenie „balona”, który brak jakiegokolwiek doświadczenia górskiego nadrabiał pewnością siebie, wiedzą zaczerpniętą z różnych źródeł a pokazywaną jako swoją. Korzystałem z każdej okazji aby wbić mu szpilę i spuścić trochę powietrza z tego nadęcia. Zastanawiałem się, co będzie jak zdobędzie to doświadczenie? Jaki będzie wtedy wielki? Czy ten balon nie porwie go? Okazało sie, że znormalniał, jest OK. Nie będę mu już wbijać szpili.
Jako ostatni przybył Dziunio -Andrzej. Podoba mi się jego poczucie humoru, wcześniej tego doświadczyłem na forum, a teraz przekonałem sie osobiście. Facet ma 195 cm wzrostu, i nawet dowcip zaczerpniety z Wilczka (takiego ministra w rządzie Rakowskiego, 150 cm wzrostu w kapeluszu), że prawdziwy mężczyzna ma łącznie 200 cm wzrostu, nie wyprowadził go z równowagi.
Poszliśmy na Grzesia w siedem osób,tam rozdzieliliśmy się, ja z Dziuniem wróciłem do schroniska, a reszta grupy poszła na Rakoń, wracali tą samą drogą przez Grzesia.
Na Rakoniu spotkala ich niespodzianka, Jędrek, Mariusz i Biedronka mieli zamiar iść na Trzydniowiański Wierch, wybrali się drogą przez Jarząbczą, ale w zimie nie ma szlaku, poszli po śladach i zamiast w Jarząbczej wylądowali w Wyżniej Chochołowskiej, a w końcu na Rakoniu. Dziwne, że się wczesniej nie zorientowali ale w zimie różne zdarzenia są możliwe.
A jakie wrażenie z tego pierwszego pobytu w Tatrach?
Nie boję się chodzenia po sniegu, myślałem, że wypadek bardziej przeorał mi podświadomość i przy wchodzeniu na stromy snieg pojawi sie uczucie strachu. Cieszę sie z tego przeokropnie, pozwoli mi to na dalsze „cieszenie” się Tatrami, czy to w zimie, czy w lecie. Gorzej jest z kondycją, wystarcza jej na 4-5 godzin chodzenia po górach, jest to połowa tego co powinno być. Ale jest to lepiej niż było w grudniu.
Następny test w kwietniu, po powrocie z sanatorium.  

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

zapiski (pierwszy raz)

13 lut

Wreszcie się dowiedziałem-Jadę do sanatorium, do Polańczyka.
Pierwszy raz w życiu będę w sanatorium, no bywałem jako gość, ale pierwszy raz będę jako porządny, pełnoprawny kuracjusz.
Właśnie coś ostatnio za dużo tego „pierwszy raz” jak na tak dojrzałego faceta. 
Jakby na to nie patrzeć to w ciągu ostatniego roku byłem pierwszy raz w Alpach, bywałem w wyższych górach, byłem przecież na Kaukazie i w Tien-Szaniu ale w Alpach wewnątrz, po to aby je „zdobywać” byłem naprawdę pierwszy raz.
Pierwszy raz leciałem helikopterem, mimo że w młodości szkoliłem się na szybowcach na pilota sportowego, zdarzyło mi się też lecieć za sterami samolotu, chyba Zlina, nie mówiąc już o dziesiątkach tysiący kilometrów przelecianych Ił-ami, Jakami, Tupolewami a nawet AeNami na trasach po byłym Związku Radzieckim.
Myślę, że lot helikopterem to sobie sam wykrakałem, od paru lat robiłem 1% odpis podatku dochodowego na „Śmigło dla Tatr”, namawiając wszystkich znajomych i nieznajomych chodzących po Tatrach aby robili to samo. Mówiłem:
-musimy pomóc TOPR-owi, nie wiadomo czy śmigło nie będzie nam potrzebne. A jak pamiętam ciągle były jakieś jaja z dostepem TOPR-u do helikoptera.
I stało się, było mi potrzebne, co prawda nie polskie ale słowackie, ale było potrzebne.
Pierwszy raz leżałem też w szpitalu, co prawda nie mogę napisać, że pierwszy raz miałem operację, bo miałem już dwie w ramach tzw. operacji jednego dnia.
Chciałbym powtarzać  wielokrotnie wyjazd w Alpy, a za pozostałe atrakcje  stanowczo dziękuję, nie chcę latać już helikopterem, ani leżeć w szpitalu.
Przy wyjeździe do sanatorium liczyłem się ze złośliwością losu. W pierwszym momencie miłe zaskoczenie -Polańczyk, czyżby pełnia szczęścia, żadnej złośliwości? Spojrzałem na kalendarz i jak w reklamie żarówek- wszystko jasne. Jadę 11 marca i w połowie pobytu co? Święta Wielkanocne! I tu jest jak to mówią pies pogrzebany. Muszę znaleźć jakieś rozwiązanie, aby to najbardziej rodzinne ze świąt spędzić razem z najbliższymi.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

zapiski (dzień po dniu)

10 lut

Czy ja jestem świr? A może tylko nieodpowiedzialny? Byłem dzisiaj na nartach, długo walczyłem z sobą, jechać czy nie jechać? Wczoraj podjąłem decyzję -jadę. Jak zwykle pojechaliśmy do Białki Tatrzańskiej, Kasia i Mateusz już w tym sezonie byli tam, ja ze względu na złamane ramię nie, i co mogę powiedzieć? Nie zmieniło się jakościowo nic, nowy stok i kolejka 4 osobowa nic nie zmieniła, tłum kłębi się przy pozostałych krzesełkach a przy tym nowym puchy, nawet 50% zdolności przewozowych nie jest wykorzystane, wszystko przez trasę zjazdową, która jest bardzo trudna jak na białczańskie warunki, a dodatkowa obsługa chyba dostosowała swoje zainteresowanie tą trasą do zainteresowania narciarzy i już rano była mulda na muldzie. Wychodzi na to, że trasa ta nie widziała od poprzedniego dnia ratraka.
A jak ja zniosłem dzisiejszy dzień?
Ciężko. Mimo kilkudniowej zaprawy biegowej najsłabsze były nogi, po dwóch godzinach bolały jak diabli, dzieci jeździły na orczyku ja towarzyszyłem im od czasu do czasu, musiałem sobie odpocząć na krzesełkach, trudno czekałem 10 min w kolejce i wyjeżdżałem na siedząco dając odpocząć nogom. Nowe (dla mnie) narty przeznaczone dla skituringu ale z wiązaniami naxo umożliwiającymi przyzwoity zjazd spisały sie na medal, odczuwałem problemy z butami, gniotły mnie wewnętrzne buty, myślę, że sie ułożą.
A kiedy wybiorę sie następny raz? Wszystko zależy od wyjazdu do sanatorium.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

zapiski (dzień po dniu)

09 lut

Biegam. Zmieniłem miejsce zamieszkania i nie mam opisanych tras, nie mam GPS, więc nie wiem ile przebiegam. Przed wypadkiem z wystarczającą dokładnością byłem w stanie stwierdzić- biegnę z prędkością np. 7 min na km, a dzisiaj co? Pięć miesięcy przerwy, nowy teren i mam problem. Poprzednio biegałem po asfalcie i narzekałem, teraz biegam po błotnistych polnych dróżkach i doceniam co znaczy twardy teren pod stopami. Nie chce biegać ze mną nikt. No nie tak, biega ze mną Czaruś, dziwny pies chyba teraz pół dziki. Zaskakujące jest jego podejście, w czasie biegu jest idealny, zachowuje się jak najbardziej wyszkolony pies, nawet biegnące sarny nie są silniejszym bodźcem niż mój okrzyk „Czarek wracaj”, krzyk „Czarek do nogi” jest rozkazem bezwzględnie przez psa wykonywanym. Przeżywam szok przed budą, nie daje się zamknąć! Z łagodnego psa zamienia się w dziką bestię szczerzącą kły i warczącą. Nie mam żadnego doświadczenia, oprócz „wiedzy”, że powinienem być zdecydowany i nie okazywać strachu w kontaktach z Czarusiem nie wiem nic, nie było mi to do tej pory potrzebne. Pamiętam jak przed paru laty gdy Czarek był małym psem byłem zaskoczony jego stosunkiem do mnie. Wydaje mi się, że traktował mnie jako szefa- przywódcę, jak szliśmy na spacer mogłem iść pierwszy. Jeśli próbowały wyprzedzić mnie dzieci , Czarek nie wytrzymywał, musiał być pierwszy! Pozornie wydawałoby się, że nic sie nie zmieniło, dalej cieszy się na mój widok, a co mam powiedzieć na jego zachowanie przed budą? Czy dlatego buntuje się, że idzie do niewoli? W zasadzie bez protestu daje się zamknąć tylko teściowi, czy tylko dlatego, że od niego dostaje jedzenie? Nie wiem, nie mam doświadczenia.
Co z ręką? Coraz lepiej. Wszystkie czynności dnia codziennego wykonywane prawą ręką wykonuję, choć podświadomie uciekam do lewej mimo, że jestem praworęczny. Jeśli nie wykonuję ćwiczeń to przy normalnych ruchach prawej ręki nie odczuwam bólu, widoczne jest jednak ograniczenia nerwu promieniowego objawia się to innym „zachowaniem” palca środkowego prawej dłoni. Niewidoczne a odczuwalne przeze mnie jest „mrowienie” małego palca prawej dłoni. Prawdopodobnie 20 lutego pojadę do sanatorium.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

reorganizacja blogu

07 lut

przeniosłem wszystkie polemiki do nowego miejsca w internecie:

http://tatromaniak-polemiki.blog.pl

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS