RSS
 

wypadek pod Wysoką – co dalej?

09 sty

-W góry to już nie pójdziesz? Przynajmniej tak wysoko-Pytano mnie wielokrotnie.
odpowiadałem zawsze: Tatry to nałóg i to NIEULECZALNY. A nawet gdyby był uleczalny, to z nałogu aby wyjść trzeba chcieć, a ja tego nie chcę. Będę tam lazł gdy tylko dojdę do siebie.
 Przede wszystkim muszę pójść pod Wysoką, tam gdzie poleciałem i na spokojnie ocenić sytuację. Jeśli popełniłem radykalny błąd w ocenie zagrożenia, to będę musiał zrewidować częściowo swój stosunek do turystyki wysokogórskiej. Myślę, że nie zmienię swojego podejścia do gór, jeśli był to tylko nieszczęśliwy wypadek, który potrafi przytrafić się nie tylko mnie ale też DUŻO LEPSZYM I BARDZIEJ DOŚWIADCZONYM ode mnie.
A w Tatrach już byłem, piszę w Tatrach a nie w górach, bo zaliczyłem spacerek do schroniska w dolinie Kościeliskiej. Odetchnąłem świeżym powietrzem, zmieniłem otoczenie, a zależało mi przede wszystkim na oderwaniu się od codzienności, zapomnieniu o śmierci, która zabrała nam niedawno kogoś z najbliższej rodziny.
Największy wpływ na mój stosunek do gór ma rehabilitacja. W listopadzie cieszyłem sie jak dziecko:
-zjadłem jogurt prawą ręką!
-całą zupę!-cieszyłem się tydzień później.
Na początku listopada złożyłem w ZUS-ie wniosek o skierowanie do sanatorium w ramach profilaktyki przedrentowej, do dzisiaj cisza. No prawie cisza, bo z jednej strony ZUS płaci mi zasiłek chorobowy, a z drugiej pewnego dnia dzwoni pani z Oddziału ZUS informując mnie, że mój wniosek został rozpatrzony negatywnie bo nie jestem objęty ubezpieczeniem. Rzadko mi się zdarza abym zapomniał języka w gębie, a tym razem mnie to dopadło, taki szok. To co powtarzałem, że te sanatoria są po to aby wyeliminować „udawaczy” na lewych zwolnieniach chyba się potwierdza- jako ten, który powinien skorzystać z tej możliwości mam marne szanse.
Przez pogrzeb, Święta zaniedbałem trochę ćwiczenia i nastąpił mały regres, staram się teraz przezwyciężyć te zaniedbania.
Wczoraj rano chciałem przeciąć kartkę papieru a dłoń odmówiła mi posłuszeństwa- nacisnąć nożyczki mogłem natomiast nie byłem w stanie rozewrzeć palców, zawziąłem się, poćwiczyłem i wieczorem już pociąłem całą gazetę. Aktualnie największe problemy mam z barkiem, staw ten wymaga pilnej rehabilitacji, ćwiczenia które robię są chyba zbyt delikatne .
Zresztą dla mnie wszystko jest zbyt wolne, przychodzę do lekarza i mówię:
-Panie doktorze, tragicznie, prawie nic nie posuwa sie naprzód,
-Proszę podnieść rękę, wyprostować w łokciu, poruszać dłonią- słyszę jeszce kilka takich poleceń ,
wykonuję to posłusznie, i w odpowiedzi słyszę:
-super, cieszę się bardzo, jest bardzo dobrze, rewelacyjne postępy-
a ja się zastanawiam, czy tak jest naprawdę? Ale dlaczego miałby mnie cyganić? Przecież to nie on robił operację i nie ma powodów aby „koloryzować” rzeczywistość.
Od pewnego czasu piszę prawą ręką, pismo coraz bardziej przypomina to sprzed wypadku, przy klawiaturze też używam obu rak,ale alt jak przystało przyciskam prawa dłonią i dlatego jeszcze dość często zamiast ę, ą, ł jest e, a, l, ale myślę, że coraz rzadziej.
 Jeżdżę samochodem, czasami mam problemy i nie chciałbym aby ten blog stał się powodem do zatrzymania mi prawa jazdy.
Najpierw używałem praktycznie tylko lewej ręki, nawet biegi zmieniałem przeważnie lewą ręką. Piątki praktycznie nie używam, jedynka i trójka wchodzi mi bez problemu bo potrzeba nacisnąć, gorzej jest z dwójką i czwórką ale radzę sobie. Najgorzej jest na rondach, tych nowych, malutkich, gdzie muszę zdecydowanie zwolnić aby zrobić najpierw w prawo, potem po łuku w lewo i na wyjazd w prawo. I chyba nie jest źle, bo koleżanka, która często za mną jeździ, po pierwsze nie boi się jeździć a po drugie stwierdziła-
Leszek- ty jedną ręką sobie lepiej radzisz niż ja dwoma.
I tym optymistycznym akcentem kończę zapiski dotyczące mojego wypadku. Niewątpliwie nawiążę do tego opisując pobyt na kuracji w sanatorium.  

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
 

  • RSS