RSS
 

wypadek pod Wysoką-epilog

03 sty

Prawda o moim stanie docierała do mnie stopniowo.
Nie mogłem kaszleć, wstać z łóżka. Aparat fotograficzny noszony przeze mnie na klatce piersiowej, utwierdzony dodatkowo na swoim miejscu pasem piersiowym plecaka narozrabiał. Oj narozrabiał tak porządnie, że ból w potłuczonych żebrach przestał dokuczać mi dopiero po ponad dwóch miesiącach. Tak właśnie dopiero w końcu listopada mogłem śmiać się swobodnie bez powalającego uczucia bólu. Nie liczyłem ran i zadrapań na ciele, było ich sporo, a jak było ich dużo niech świadczy fakt, że w spodniach naliczono 6 dziur a przecież wiele ran mogło być zrobionych przez spodnie bo spodnie były cieniutkie, bardzo cieniutkie.
O tym jak przed operacją wyglądało moje ramię  dowiedziałem się pośrednio z opisu w karcie wypisowej ze szpitala, również ze zdjęć zrobionych już w klinice uniwersyteckiej w Krakowie, kość ramienna normalnie zaczynająca sie w łokciu a kończąca się w panewce stawu barkowego zaczynała i kończyła się jak zawsze, ale środek pozwalał sobie na eksperymenty. Trzy kawałki postanowiły się przespacerować a fachowo nazywa się to przemieszczeniem, ale co bym sie za bardzo nie cieszył to główka umieszczona w panewce barku też postanowiła się rozerwać…..   na dwa kawałki, a mniejszy postanowił wyruszyć na spacer. Te sześć, jak ktoś dobrze policzył kawałków, chirurg Zdeno Szabo z Oddelenie urazovej a rekonštrukčnej chirurgie w czasie operacji połączył w jeden kawałek jak przystało na kość ramieniową. A co by to cholerstwo nie chciało powtórnie pobrykać wsadził pręt prawdopodobnie platynowy i całość do tego prętu skręcił 9-cioma śrubami. Wczoraj dowiedziałem się od prowadzącego mnie dr Marcina, że w marcu bądź kwietniu będą mnie odzłomiać. Zastanawiam się, czy się na to zdecydować, bo przecież z tym kawałkiem platyny jestem coś więcej wart, nieprawdaż?
Bezpośrednio po wypadku miałem porażony nerw promieniowy, teraz mam ograniczone jego funkcje, w „ograniczony” sposób zachowuje sie też nerw łokciowy?. odpowiadający na mały palec w prawej dłoni.
Jedno co mogę powiedzieć, blizna po operacji od łokcia do góry ramienia! zrosła sie rewelacyjnie, przynajmniej jedna trzecia prawie zanikła a reszta wygląda bardzo dobrze. To co powiedział mi Ordynator Karol Fried, że Oni wykonują piękne operacje być może staje sie faktem. Może nie wyposażenie szpitala a talent i umiejętności ludzi będzie w tym przypadku decydujące?
Wypadek pokazał mi, że w wielu elementach, a być może w każdym elemencie stroju zalecanego do ekstemalnej turystyki wysokogórskiej, umieczczone jest wieloletnie doświadczenie użytkowników. Dlaczego spodnie mają być z solidnego materiału i na szelkach? Moje bardzo wygodne, lekkie spodnie  zaczepiając sie o skały targały się jak gaza, było sześć „dziur”, a solidne wykonane z porządnego materiału może na pierwszej skale zamiast roztargać się zatrzymałyby mnie? A szelki? Jak się zatrzymałem, miałem pewną część ciała „na wierzchu”, jeszcze trochę, a spodnie zostałyby całkowicie ze mnie zdjęte. A gdybym miał spodnie na szelkach jak prawie każdy profesionalny model ? Spodnie zostałyby na swoim miejscu. Porządny plecak jaki miałem przymocowany pasami biodrowym i piersiowym został na swoim miejscu chroniąc plecy i kręgosłup.
Ból fizyczny jest do zniesienia, ja środki przeciwbólowe zażywałem tylkoprzez pięć dni, po wyjściu ze szpitala przestałem łykać. Najpierw chciałem sie przekonać, co rzeczywiście mnie boli, potem jak okazało się, że mogę żyć bez srodków przeciwbólowych to nie wróciłem do nich. Co prawda Halina mniej więcej po miesiącu stwierdziła, -jest już chyba dobrze bo nie jęczysz w nocy- świadczyłoby o tym ,że bolało ale byłem w stanie nad tym zapanować.
Gorsza jest psychika. Cżęsto w nocy lecę i nie zatrzymuję się, albo uderzam o skałę nie kaskiem a twarzą. Budzę się. Ale lecę dalej. Dzieje się to coraz rzadziej. Może zaniknie.
Na ostateczne podsumowanie i wyciągnięcie wniosków jest jeszcze czas, rehabilitacja potrwa jakiś czas, mam nadzieję, że przywróci mi sprawność w prawym ramiemiu. Z nart w tym sezonie najprawdopodobniej nici, szykuję się w Dolomity na via ferraty na wrzesień, mam małą nadzieję, że uda mi się na przełomie czerwca i lipca pojechać na Grossglocknera.
Na razie tyję i marzę 

 
1 komentarz

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
  1. Włodek

    10 maja 2008 o 16:07

    Też kocham Tatry – powiem krótko jesteś wspaniały!
    Zdjęcia są cudowne.
    Obyś ich zrobił jeszcze wiele – równiez jaknajprędzej w Dolomitach.
    Trzymaj się! Wytrzymaj, tak jak musiałeś już wiele.
    Przetrwasz!
    Pozdrawiam serdecznie – Włodek.

     
 

  • RSS