RSS
 

Jak to jest cd.

28 gru

No właśnie jak to jest , jeden się przewróci na drodze, spadnie z krzesła i jest kaleką przykutym do łóżka do końca życia, inny wyprzedza przed górką, zakrętem i zawsze mu się udaje a inny na prostej drodze zalicza czołówkę? Ja spadłem prawie dwieście metrów i gdybym nie złamał ręki można byłoby powiedzieć, że wyszedłem bez szwanku. Zresztą mniej więcej miesiąc po mnie pod Rysami spadł turysta, leciał podobno 150 m i po opatrzeniu wyszedł ze szpitala. Teraz bywam w przychodniach i widzę ludzi, którzy mieli dużo większe szanse na wyjście bez szwanku niż ja i jeżdżą na wózkach, nigdy nie będą chodzić o własnych siłach.
Jestem dzieckiem szczęścia? Nie. Bo jak byłbym to bym chyba nie spadł.
No właśnie jak to jest? Ja napisałem, że KTOŚ PODŻYROWAŁ MI WEKSEL ŻYCIA. Kolega zaś napisał mi w e-mailu, że pewnie nie wykorzystałem jeszcze kredytu jaki dostalem przy narodzinach. Problem filozoficzny? A dlaczego ja mam go rozwiązać? A może mam przejść do porządku dziennego tak jakby nic się nie stało i żyć dalej?
 A właśnie jak żyć? Tak jak do tej pory? Swobodnie, luźno, bezstresowo? Przynajmniej tak byłem odbierany przez otoczenie.
Dlaczego jeśli do Kościoła chodzę od wielkiego dzwonu tzn. tylko wtedy kiedy wypada-chrzest, 1-komunia, bierzmowanie, pogrzeby to pierwszą moją prośbą jaką miałem do ratownika to taka aby zawiózł mnie do Kościoła? No właśnie dlaczego? Czy tylko dlatego, że jak trwoga to do Boga? Nie wiem. Myślę. I najgorsze jest to, że nie mogę sobie z tym poradzić. Wiem, że żadne rady tu nic nie pomogą, ale być może takie otwarcie jak w tej chwili, być może tylko przed sobą, bo tego blogu nikt nie przeczyta pomoże mi. Mam taka nadzieję

 
Komentarze (5)

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
  1. M&M

    29 grudnia 2007 o 00:55

    Taa… Oczywiście, że „nikt nie przeczyta”… no i padło na mnie!
    Nic mądrego tu oczywiście nie napiszę (zbyt mało wiosen na moim koncie, więc nie czuję się na siłach), ale podzielę się tylko moimi odczuciami… To, że człowiek w pewnym momencie zaczyna sobie zadawać pytania, jakie Tobie (że ośmielę się przejść w tych okolicznościach na „Ty”:) zaczęły przychodzić do głowy to już coś. Uświadomienie sobie, że nie da się wszystkiego logicznie w naszym życiu uzasadnić czy zaplanować to już coś…
    Jak żyć dalej? Na te chwilę powiem: TAK JAK DOTĄD (pisałeś, że beztrosko, na luzie). Fajnie, że masz swoją pasje, czerpiesz z niej satysfakcję. Carpe diem! bo nie wiadomo czy jutro nie będziesz tym, który miał mniej szczęścia (?)na szlaku, w domu, na ulicy, w szkole.. (gdziekolwiek..)

     
  2. M.

    29 grudnia 2007 o 16:57

    Ograniczę swój komentarz do jednego zdania, które przychodzi mi do głowy- to cytat: „Błogosławiony człowiek, który znalazł mądrość; mąż, który nabrał rozumu;”. Nic nie dzieje się z przypadku, ludzie myślących i poszukujący zawsze znajdują odpowiedz… z pozdrowieniami, M.

     
  3. A.

    29 grudnia 2007 o 21:56

    A ja mysle sobie ,ze takie rzeczy dzieja sie po cos …moze wlasnie po to aby zastanowic sie nad dotychczasowym zyciem, przewartosciowac pewne sprawy, uswiadomic sobie co tak naprawde jest dla nas wazne…

    pozdrawiam

     
  4. gajara

    30 grudnia 2007 o 10:46

    A ja przeczytałam i po raz pierwszy piszę na blogu. Takie Twoje przeznaczenie. Widoczne jeszcze masz coś do zrobienia na tym świecie i powinieneś zacząć pomagac innym a nie tylko żyć na luzie jak sam mówisz. Pozdrawiam

     
  5. Czarownica :)

    15 lutego 2011 o 08:23

    Nawiązując do ‚jak trwoga to do Boga’ to kiedyś ksiądz powiedział, że myślenie o Bogu właśnie w ciężkich chwilach dowodzi prawdziwej wiary w Niego. ;)
    Taka mała dygresyjka :)
    pozdrawiam

     
 

  • RSS