2012-01-07 21:00:20 >> 1% podatku na rzecz Fundacji Anny Wierskiej DAR SZPIKU

Wypełniając PIT za 2011 rok możesz przekazać 1% podatku na rzecz Fundacji Anny Wierskiej DAR SZPIKU, wystarczy podać nr KRS 0000298748 , to nic nie kosztuje a możesz uratować komuś życie



skomentuj (0)




2011-12-23 11:34:43 >> Co ten Stańczyk namieszał

Stańczyk, nadworny błazen Zygmunta I i Zygmunta Augusta, kiedyś był świadkiem sporu o to, jaki zawód ma najwięcej swoich przedstawicieli. Postanowił udowodnić, że najwięcej mamy lekarzy. Obwiązał więc chustą twarz, udając ból zęba, i zaczął krążyć po Krakowie. Mieszczanie, współczujący popularnemu i lubianemu trefnisiowi, zaczęli udzielać mu różnych rad, które ten skwapliwie zapisywał. Po powrocie do zamku zakład wygrał bez trudu.
Myślę, że dzisiaj krążąc wśród czytelników Maratonypolskie.pl bez trudu udowodniłby, że najwięcej mamy organizatorów biegów i trenerów.
Nie pasowała mi pisanina raFaula!, nie czytam więc z reguły jego wynurzeń, czy jak sam pisze poalkoholowych bełkotliwych mądrości, mimo że doceniam jego warsztat i lekkość pióra. Przeglądając wpis Darka Sidora na Forum musiałem sięgnąć do źródła, czyli do wpisu 10 największych mitów biegowych, przeczytałem. Kilka dni później w tym wątku dyskusyjnym pokazała się informacja dotycząca komentarza Jurka Skarżyńskiego do tegoż wpisu raFaula! Przeczytałem komentarz czy felieton Jurka dopiero wczoraj, gdy na Forum była już ostra dyskusja na ten temat. Oczywiście mechanizm bardzo prosty, nikt nie odnosi się do treści merytorycznych tylko:
Po pierwsze: w sprawie izotoników Jurek nie może być bezstronny bo jest ambasadorem napoju powerade
Po drugie: jaki z Jurka trener bo o trenerze świadczą jego wychowankowie a takowych na świeczniku Jurek nie ma albo ma niewielu.
Biegam dla siebie, swego czasu sukcesem dla mnie było przetruchtanie 6 km w miarę systematycznie, a o bieganiu wg jakichkolwiek planów treningowych w ogóle nie myślałem.Od prawie dwóch lat  mam książkę Jurka „ Biegiem przez życie” . Rok temu zdecydowałem się przygotować w miarę solidnie do Cracovia Maratonu, chciałem aby spadło ze mnie odium wiecznie (prawie) ostatniego. I zacząłem biegać wg planu Greiffa dedykowanego dla osób poniżej 55 roku życia, czyli nie dla mnie, bo mam ciut więcej. Dlaczego podjąłem taka decyzję? Czy byłem wszechwiedzący i ten plan był dla mnie lepszy? Nie. Ten plan miał tylko jedną cechę, zdecydowanie różniącą od planów treningowych Jurka. I na temat tej cechy mogę zabrać głos bo na upływie czasu znam się. Plan Greiffa jest 8 tygodniowy i wiem co to jest 8 tygodni, plan Jurka jest 20 tygodniowy i też wiem co to jest 20 tygodni. Zdawałem sobie sprawę,  chociażby ze względu na ograniczenie wiekowe o różnicy w intensywności treningu. Jaka jest różnica w pozostałych elementach? Nie wiem, a nawet jakbym prześledził to nic mi to nie powiedziałoby. Zrealizowałem założony plan w 70% ( moja ocena). Pozwoliło mi to na urwanie ponad 30 min w Cracovia Maratonie. Sukces? Dla mnie tak, choć pewnie do wyniku raFaula! brakuje mi prawie 2 godziny. Myślę, że gdybym przygotowywał się nie wg planu ale pod okiem trenera sukces byłby jeszcze większy. Mój. I trenera.
Do czego zmierzam? Powiedzmy do rozwinięcia anegdoty ze Stańczykiem.
Przytoczę jeszcze anegdotkę ze swojej praktyki zawodowej. Prawie 20 lat temu jako agent ubezpieczeniowy ale usiłujący wtedy sprzedać program inwestycyjny spotkałem się ze znajomym lekarzem, chirurgiem. Na początku rozmowy okazało się, że wie wszystko lepiej ode mnie. W pewnym momencie spytałem go, kiedy ma najbliższy dyżur, okazało się, że na następny dzień. Zaproponowałem, że będę mu asystował przy operacji. Parsknął śmiechem. Dodałem, ja miałem 3 operacje, umiem rozciąć ciało (wielokrotnie na budowie mi się to przytrafiało), zszyć co nie co, wystarczy?  Zrozumiał moje intencje. Od tego momentu odpowiadał konkretnie na pytania, określiliśmy cel i sposób dotarcia do celu.Przygotowywałem się wg Greiffa, ale nikomu nie będę sugerował takiej możliwości. Nie mam wiedzy aby ocenić, który program jest lepszy.Adwersarzom Jurka chciałbym zadać pytanie. Czy Jurek Skarżyński napisał książkę „ I Ty zostaniesz mistrzem Polski w maratonie”?. Cel to zachęcić jak największą ilość ludzi do biegania i uzmysłowić im, że każdy (prawie, bo są wyjątki ze względu na stan zdrowia) może zostać maratończykiem. Programy opracowane przez niego mają to ułatwić.Rolę Jurka w popularyzowaniu biegania w Polsce nie da się przecenić. Jest olbrzymia.

Odnosząc się bezpośrednio do komentarza Jurka Skarżyńskiego muszę stwierdzić, że nie podobają mi się osobiste wycieczki pod adresem raFaula! , ale pewnie to kwestia polemicznego temperamentu Jerzego. Oceny na ile mi moja wiedza pozwoli dokonam po analizie 10 mitów.


skomentuj (0)




2011-12-13 10:08:24 >> 13 grudnia

Poniżej znajduje się mój wpis z 12 grudnia 2007 roku, mój pierwszy blogowy wpis przeniesiony później do bloga "tatromaniak-polemiki",którego już nie prowadzę.
Słuchałem wczoraj dyskusji w TVP, przeczytałem kilka wywiadów dzisiaj. Zastanawia mnie jedno. Absrahuję w tym momencie od oceny stanu wojennego, moją można przeczytać poniżej. Polemiści wierzą w archiwa postradzieckie, w te archiwa do których w pełni nikt nie ma dostępu. A jak praworządny i prawdomówny jest ten kraj mogliśmy sie przekonać wielokrotnie w historii, mogą cos na ten temat powiedzieć bliscy obrońców lwowa w 1939 roku, bliscy ofiar Katynia i tak mozna dalej. A gen. Jaruzelski jest kłamcą, bo wpiera nam, że groziła nam interwencja radziecka i innych wojsk. Wiem, że zacietrzewionych nic nie przekona, ale tych którzy myślą? Może się nad tym zastanowią?

co z tą wojną jaruzelsko-polską?

Byłem na wycieczce w nerdówku, wracaliśmy 5 lub 6 grudnia a może jeszcze później ( jeśli ktoś pamięta w którym dniu zaczął się atak zimy to było to właśnie w tym dniu), często autokar którym jechaliśmy musiał się zatrzymywać aby przepuścić skoty , tak przeważnie skoty i jakieś inne pojazdy wojskowe, nie wzbudzało to naszego większego zainteresowania. Im bliżej polskiej granicy tym jednak bardziej rzucało się to w oczy; dojechaliśmy do granicy i ku naszemu zdumieniu odprawa przeszła błyskawicznie, Niemcy nie szukali butów, sprzętu technicznego, załatwiliśmy wszystko błyskawicznie, a Niemcy zachowywali sie w stosunku do nas jak do trędowatych.
Jechaliśmy do Krakowa. Spokojnie. Im bliżej domu tym gorzej, a w okolicach Olkusza zima szalała na dobre. Nasz autokar jakoś sobie radził ale ówczesne polskie krążowniki szos takie jak syrenki, 125p ,126p co chwilę grzęzły w zaspach. Ale dojechaliśmy. W Polsce kończyło sie coś z jakąś szkołą mundurowych, na mieście był szczyt wojny plakatowej, pamiętam, że w pierwszej chwili nie zrozumiałem co to jest plakat treningowy, z opisem jak go zrywać czy z namalowaną rączką czy wajhą do zrywania.
Minęło kilka dni, noc z 12/13 grudnia , oglądałem film, nawet nie zwróciłem uwagi, że film skończył się nagle bez napisów koniec i co dziwniejsze na co już zwróciłem uwagę nie odegrano hymnu narodowego.Właśnie młodzi nie wiedzą, że program telewizyjny kończył się odegraniem hymnu , właśnie państwowego a nie narodowego poprawiam pomyłkę, a radio żeby nie być gorsze taki hymn odgrywało punktualnie o północy. Rano obudziła mnie siostra z awanturą, że popsułem telewizor, bo nic w nim nie było. Puściłem radio, leciała muzyka wojskowa, nie zdziwiło mnie to specjalnie bowiem rano w niedzielew radiu był program dla wojskowych, ale coś długo grali. Nagle komunikat i mowa jaruzela.
Wyskoczyłem i drę sie jak opentany -wojna, skurwysyny zrobiły wojnę,po chwili już spokojniej-do mamy-Jaruzel zrobił zamach stanu. Dopiero później doszedłem do wniosku-jaki zamach stanu? jak można zamachnąć się na siebie? Przypomniał mi się Ojciec, który zmarł 21 października w środę a przecież w niedzielę 18 października po tym jak zlaliśmy dupę NRD w Lipsku a w TV ogłoszono komunikat, że I sekretarzem KC został jaruzel,Ojciec skomentował to krótko Jaruzel zrobił zamach stanu. Pomylił się o niecałe dwa miesiące.
Przenikliwość Ojca jeszcze raz ale póżniej doceniłem, próbował zaprzyjaźnić się ze mną Janusz S. działacz Solidarności ( próby przyjaźni były przed 80 rokiem), Mój Ojciec po pierwszej rozmowie z Januszem powiedział krótko do mnie- Leszek, tego agenta i kapusia nie chcę widzieć w domu; dla mnie było to niewyobrażalne, jak po jednej wizycie można tak fajnego kumpla ocenić, z przykrością dzisiaj muszę stwierdzić, że stało się to nawet przyczyną pewnego oziębienia moich stosunków z Ojcem. Nie pamiętam w którym to było roku- może w 84 lub w 85 -Janusz S. został zdemaskowany-w gazecie Robotnik były ostrzeżenia przed agentem SB Januszem S. Doświadczenie życiowe mojego Ojca m.in. po sposobie zadawania pytań i innych aspektach zachowania dla mnie nieodgadnionych Ojciec rozpoznał agenta.
Wracając do moich wspomnień z początków grudnia 1981 roku i mojego powrotu z NRD myślę, że te skoty i inne manewry wojskowe na drogach i w miasteczkach to były ostatnie przygotowania wojs zaprzyjaźnionych do udzielenia bratniej pomocy. Myślę, że ta bratnia pomoc zostałaby odpowiednio potraktowana przez Polaków zarówno cywilów jak i mundurowych. Polska zalałaby się krwią.
Z bólem serca muszę przyznać , że jaruzel miał rację.Wybrał mniejsze zło.

tatromaniak 2007-12-12 19:51:19

komentarze:

J.P.od j.p. |
2007-12-13 12:06:18 | 87.239.63.225
  Miałam wówczas 30 lat .Dwoje małych dzieci.Studiowałam na UJ wieczorowo .Polityka była mi daleka.A jednak nie uniknęłam tendencyjnej oceny p.inspektora.Przekopano 60 zeszytów ,żeby nie wpisać mi oceny wyróżniającej tylko db-pewnie tak na wszelki wypadek.To był bardzo trudny czas .A jednak coś skłania mnie do szacunku wobec p.Jaruzelskiego.Bardzo bym chciała mieć pewność ,że się nie mylę,ale pewnie nigdy nie będzie mi to dane.Pozdrawiam.I tak bardzo "trzymam "za naszą Ojczyznę ,oby mądrze do przodu.


at |
2007-12-13 12:00:59 | 83.26.107.250
  W 1981 r. byłem żołnierzem służby zasadniczej w Gdańsku. Nie mam i wtedy nie miałem zadatków na bohatera. Pamiętam, że bardzo się bałem "przyjacielskiej pomocy" jakiej mieli nam wtedy udzielić wojskowi sojusznicy. Wprowadzenie stanu wojennego w panujących wtedy warunkach politycznych było słuszne. Być może właśnie dzięki temu żyję do dziś.


Stvi |
2007-12-13 10:36:33 | 62.179.71.61
  Jeszcze przed 13-tym pamiętam ,że ruskie wojsko stało w Puszczy Kampinowskiej i 20 minut zajeło by centrum Warszawy. (Była ukryta baza w rejonie Lasek -mieszkam niedaleko.)
Już 12.12 most powietrzny w BabichDołach dostarczał czerwone pałatajstwo co 3min. Dodatkowo ich jednostki były rozolkowane w strategicznych miejscach kraju.
Więc , nie uważam aby Wojciech miał inne wyjście niż stan wojenny. I choć pałą po plecach dostałem nie mam mu tego za złe . Przynajmniej dzięki temu upadł czerwony ustrój.
Niech młodzież nie wydaje pochopnych opini , bo jeszcze nie wszystkie fakty z tego okresu zostały opisane w książkach do nauki historii..






komentarzy: 1

Kuzynka |
2008-10-29 23:21:39 | 92.75.83.169
  Mieszkając w Polsce miałam wielki ból do Generała Jaruzelskiego za wprowadzenie stanu wojennego.
Sens wprowadzenia stanu wojennego zrozumiałam mieszkając w Niemczech kiedy współczesną europejska historie (przewrotu) przedyskutowano w TV z udziałem bardzo wpływowych polityków z całego świata, świadków tamtych czasów, mających pośredni i bezpośredni wpływy na nie. Szczególnym drugim punktem analizy tamtych czasów była śmierć J.P.II czyli niezapomnianego papieża Wojtyły, wtedy przeprowadzono dogłębna analizę historii tamtych czasów. Dziś mam szacunek do Generała Jaruzelskiego i nie potrafię zrozumieć tego cyrku, tej zemsty jaki wyprawia się wokoło osoby Generała.
Sadze ze tymi poczynaniami wystawia sobie Polska świadectwo państwa, które jeszcze nie dorosło do stadium pełnej świadomości własnej historii, mimo ze tyle lat upłynęło od zwrotnego punktu, który miał bezpośredni wpływ na zmiany całej w Europie.

skomentuj (0)




2011-12-03 21:29:14 >> lewica

Na poczatek dwa dowcipy rodem z PRL-u:
Pierwszy o partyzantach
Najpierw myśmy przyszli i wygonili Niemców z lasu
Później przyszli Niemcy i nas wygonili
Następnie myśmy przyszli i znów wygonili Niemców.
Trwało to jakiś czas aż w końcu przyszedł leśniczy i nas wszystkich wygonił.
a drugi taki:
Kowalski dlaczego nie byliście na ostatnim zebraniu?
Sekretarzu, gdybym wiedział, że ostatnie na pewno bym przyszedł.

I wszystko wskazuje, że na lewicy te dwa dowcipy zmaterializują się. Olejniczak przegoniony przez Napieralskiego, Napieralski przez Millera a może jeszcze innego? A przyjdzie Kwach z Palikotem i zrobią porządek na lewej stronie sceny politycznej.
Nie jestem politologiem ale wydaje się, że taki scenariusz z Kwachem jako patronem czy dosłownie liderem lewicy ma szanse powodzenia. Niektórzy powątpiewają czy Kwaśniewskiemu będzie się chciało. Ja uważam inaczej, jeśli on sam dojdzie do wniosku że ma realne szanse zbudowania na lewej stronie mocnej formacji politycznej to się zdecyduje. Ale na wejście do wrzącego kotła raczej nie.
Trzymam kciuki.
Dzisiaj żałuję, że angażowałem się w kampanię prezydencką Grzegorza, jej dobry relatywnie wynik był gwoździem do trumny, bo Grzesiowi przewróciło sie w głowie. A jego wypowiedzi z kampani wyborczej do sejmu to delikatnie mówiąc paranoja.
Kilka dni temu rozmawiałem z młodym politologiem, powinien być nadzieją lewicowej formacji. Jest przeciwny szerokiej formule jaką był LiD, nie wiem jak człowiek inteligentny może uważać, że nie rozpychając się łokciami a dając sobie wręcz obcinać boki mozna zająć więcej miejsca. Tozsamośc lewicowa? Nie dziś wymyślono termin "centrolewica".

 


skomentuj (0)




2011-10-31 10:09:29 >> Zaduszki

Znów gości na moim blogu Ryszard Rynkowski z Jawą:
skomentuj (0)




2011-10-19 21:46:35 >> Maraton Poznań

Wyjeżdżam w sobotę rano, zabieram po drodze Bogdana i Mariusza, jedziemy w trójkę. Po drodze chcemy coś zjeść, zatrzymujemy się w przydrożnym barze nad stawem z zamiarem zjedzenia ryb. Zamawiam sandacza a Mariusz suma, po kilkunatu minutach dostajemy jedzenie, porcje są solidne, jak solidne dowiadujemy się płacąc solidny rachunek. Śmieję się, że w najlepszej restauracji w Krakowie za jednodaniowy obuad zapłaciłbym niewiele więcej. Ale jedno co mozna powiedzieć, jedzenie było smaczne.
Dobijamy do Poznania, pod Areną jesteśmy około 14-tej, załatwiamy sprawy rejestracji, ja biegnę w Drużynie Szpiku, dostaję więc drugi pakiet startowy.
Wieczorem tradycyjne spotkanie MaratonyPolskieTEAM, ale po ostatniej burzy, gdy niektórzy pokazali swoje prawdziwe oblicze uczestników naszego Pasta Party niewielu. JMM odwozi mnie na nocleg.
Rano przymrozek, jest podobno -2 stopnie, ponieważ wieczorem nie zabrałem wszystkiego z samochodu, wychodzę w samych slipkach przed halę, spotykam tam przybyłe dziewczyny z obsługi, istny konrast- facet w slipkach bez koszuli a dziewczyny opatulone w kurtkach.
Dojeżdżamy na start, parkujemy przed termami, mają być lada moment otwarte, ale jest jeszcze wcześnie, pełno wolnych miejsc. Ruch tutaj zrobi się dopiero później, poczas uroczystego otwarcia.
Przed startem miało być zdjęcie całej Drużyny Szpiku, nie docieram na czas, zresztą tak jak wielu nawet tzw VIP-y- Kasia Bujakiewicz czy Ryszard Grobelny. Dorywa mnie Wasyl, robi mi foto, za chwilę krzyczy do Marcina Urbasia- Marcin stań sobie koło Tytusa, zrobię wam foto. I tak dzięki Wasylowi kopnął mnie zaszczyt, mam foto z Marcinem Urbasiem.ja z Marcinem Urbasiem
Jestem na pierwszej lini, za parę minut start, przeciskam się do tyłu, w tym momencie uświadamiam sobie jak olbrzymie jest grono zawodników, odliczamy i start. Jeszcze nigdy tak długo nie docierałem do linii startu, a po przekroczeniu jeszcze chwilkę nie da się biec tylko idziemy.
Jeszcze przed startem spotykam Iwonę, mam jej towarzyszyć. Przypuszczam jakie są jej mozliwości, proponuję bieg w tempie 8 min na kilometr, pozwoliłoby to na osiagnięcie czasu poniżej 5:40. Iwona protestuje, chce biec w tempie 7:40. Ma Garmina, ja zwykly stoper, po 2 km stwierdzam, że biegniemy poniżej 7:30 na czas w granicach 5:10, próbuję przystopować, nic z tego, dowiaduję sie , że w czasie treningów zaliczyła 30 km w jeszcze szybszym tempie. Na pierwszym wodopoju zostaję z tyłu, potrzebuję prawie km aby dojść do Iwony, doganiamy dwie dziewczyny a w zasadzie 3 bo jedzie z nimi serwisantka na rowerze. Adrianna jest jedną z nich, myślałem, że jest studentką a jak się okazuje jest kilkanaście lat starsza.
Wcześniej biegniemy koło "czarnulki" Magdaleny, proponuję jej wspólny bieg- sami debiutanci, nic z tego, panienka się właśnie rozgrzewa i za chwilę rzeczywiście nas wyprzedza. Dogonię ją po 25 km, gdy Maraton zacznie uczyć ją pokory.
Zespołem: Iwona, dwie AA , ja i jeszcze jeden chłopak biegniemy mniej więcej do 20 km, Iwona stopniowo zostaje coraz bardziej z tyłu. Na 20 tym km maraton zaczyna drwić z Iwony, najpierw zostaje coraz bardziej z tyłu, potem zaczynaja łapać ja skurcze. Wbiegam na druga pętlę, mozna powiedzieć, że od tego momentu biegnę sam. Mijam kilkudziesięciu biegaczy i biegaczek, gdzieś około 29 km dochodzę do Moniki, ciekną jej łzy po policzkach. Chwila rozmowy, wiem już, że lzy wyciska jej pan Maraton. Miałem na tym maratonie pomagać, więc pomagam Monice. Co chwila mobilizuję ja do biegu, i tak na zmianę to biegniemy, to znów idziemy. Wykorzystuję każdy pretekst żeby zmobilizować ja do biegu. To, że jest z górki, to że za chwilę jak pobiegniemy to miniemy grupkę biegaczy. I tak mija czas do Malty. Cały czas maluję przed Monika perspektywę złamania 5:30. W efekcie biorąc pod uwagę czas netto, udaje się .5:30 pada. Jem, piję. Zbieramy się do domu. Losowanie. Volvo 6-60 jednak nie dla mnie, jedzie do Czerska. Wcześniej na pierwszym kółku na 14 km mija nas późniejszy zwycięzca maratonu, krótkie przeliczenie, do tego aby sprzątnął nam Volvo potrzebuje przebiec 8 km w 20 minut, niemozliwe aby udało mu się biec w tempie 2,5 min na km, ostatecznie potrzebuje ok 26 min na pokonanie tych ostatnich 8 km.
skomentuj (2)




2011-10-12 21:10:03 >> cisza

Dawno niczego nie napisałem, nawet nie uzupełniałem swojej kroniki 60 biegów na 60 lecie, a pozostało do tejże daty zaledwie 17 miesięcy. Ostatni wpis to był półmaraton Kietrz-Rohov, na następny dzień pobiegłem Jurajski półmaraton w Rudawie, w koncówce czerwca ale o tym pisałem, biegłem Rzeźnika w Bieszczadach, niestety bez powodzenia. W lipcu i sierpniu był spokój, natomiast we wrześniu zaliczyłem dwa półmaratony w tym jeden górski w paśmie Łososińskim koło Limanowej z hardkorem w postaci wbiegnięcia po czerwonej trasie narciarskiej, drugi to półmaraton w Bytomiu. No i przebiegłem reklamowany obok Koral Maraton w Krynicy. Ostatnio nie mogę sie zmobilizować do częstszych treningów, niewiele biegam i maraton w takim wypadku to spore zadanie. Biegłem do 25 km potem częściej szedłem a już szczególnie odcinek Tylicz- "Roma", po minięciu najwyższego miejsca mobilizowałem sie do biegu, udawało mi się to, pojawiła sie koło mnie karetka pogotowia i policjant na motocyklu z włączonym kogutem. Okazało się, że wszystkich za mną zdjęli z trasy bo nie mieli szans na ukończenie biegu w limicie. Ja dzięki policjantowi, który gdy tylko zwalniałem mobilizował mnie do przyspieszenia zmieściłem sie w limicie, została mi minuta i 18 sekund, tak więc praktycznie przybieglem na styk. W Krynicy wbiega sie na deptak, na nim tłum ludzi, prawie wszyscy mnie dopingują, obok mnie asysta policjanta na motocyklu, jeszcze w takiej oprawie nie finiszowałem. Ale udało się.

W najbliższą niedziele pobiegnę maraton w Poznaniu.
Muszę jeszcze wspomnieć o nieudanej wyprawie w Karkonosze, niestety nie ukończyłem Maratonu Karkonoskiego, tzn pozornie ukończyłem i gdybym się nie przyznał to miałbym zaliczony formalnie ten maraton, ale czy mogłem tak? Poleciałem do dyrektora biegu i przyznałem się, że opuściłem odcinek Śląski Dom- Śnieżka- Śląski Dom niby niewiele ze 300 m w górę i 1,5 km przed siebie. W przyszłym roku sie zrehabilituję. Ukończę w przyzwoitym czasie, bo maraton nie jest wcale taki ciężki.
skomentuj (0)




2011-08-31 10:54:22 >> bez tytułu

"Ciężkie czasy" rzekł sowiecki żołnierz ściągając zegar z wiezy kościelnej; taki dowcip swego czasu opowiadano. Dla mnie być może tylko pozornie czas stał sie ciężki. Po raz drugi w ciągu dwóch ostatnich lat walczyłem z boreliozą, jeszcze z "głupoty" opóźniłem walke z chorobą o tydzień, rumień pojawił sie prawie tydzień przed najważniejszym biegiem tego roku, przed Rzeźnikiem. Chcąc przebiec nie mogłem łykać antybiotyków, zresztą nie łykałem a i tak nie przebiegłem. Jest postęp, w tamtym roku przebiegłem około 33 km w tym roku prawie 56, w dodatku zaliczyłem najtrudniejszy i najdłuższy odcinek.Tradycji stało sie zadość, mój start w biegu górskim musiłączyć sie z deszczem  i tak też było tym razem. Co prawda pogoda nas trochę oszczędziła, nie było tak jak w tamtym roku ale padało bardzo mocno. Zastanawiam sie tylko czy startować w przyszłym roku, czy zrobić sobie rok przerwy. Jeśli zdecyduję się na start to muszę sie do niego przygotować, inaczej niż w tym roku. Co prawda przygotowywując sie do Cracowia maratonu zrealizowałem mniej wiecej 60-70% planu treningowego a i tak w efekcie ustanowiłem nowy rekord zyciowyw maratonie. W ramach przygotowań muszę przebiec bieg kilkunastogodzinny, np Kaliska setkę. A jaki los jest złośliwy  świadczy również kolano stłuczone 5 dni przed Rzeźnikiem, przecież jeszcze w noc poprzedzającą start obkładałem kolano lodem.
3 tygodnie łykania antybiotyku. Efekt? W tamtym roku "wybieglem" na Pilsko w półtorej godziny, w tym roku dzień po zakonczeniu kuracji antybiotykowej  dołozyłem 40 minut. Pozornie pewnie ważyłem 150 a może więcej kg. Takie odnosiłem wrażenie, każdy krok to walka ze swoja słabością.
Był nawet moment, po raz pierwszy odkąd biegam, w którym zacząłem sie zastanawiać nad sensem biegania,powtarzałem zawsze, nic ostatnie miejsca , najważniejsze to ta radość czerpana z biegania. A tu zero radości tylko męka.
Myślę, że jednak znów wygrałem, a że tylko z sobą?
W sierpniu nie powinienem startować w Maratonie Karkonoskim, ale niestety decyzja była podjęta wczesna wiosną, kiedy byłem silny jak nigdy dotąd, urywałem przecież na każdym biegu kilka do kilkunastu minut, szczytem był przecież Cracowia Maraton na którym urwałem prawie 35 minut. Pojechałem. Pobieglem. Myślę, że gdyby nie poczucie odpowiedzialności to ukończyłbym ten Maraton. Dobiegłem (czy bardziej prawidlowo raz szedłem raz bieglem) do Domu Śląskiego pod Śnieżką, więc mozna powiedzieć, że odpuściłem tylko 1,5 km z 42, ale to tylko albo aż. Pod Ślaskim Domem stwierdziłem, że muszę wracać bez wybiegnięcia na Śnieżkę, inaczej nie zdążę na ostatni wyciąg i wyjazd do domu opóźni sie o kilka godzin. A wiozłem jeszcze 3 osoby. Trudno za rok powalczę. I o ile nie jestem do końca przekonany czy zmierzą sie w przyszłym roku z Rzeźnikiem, to w Karkonosze pojadę na 100%.
skomentuj (0)




2011-07-02 21:17:19 >> Kraków

Urodziłem się w Krakowie,
nie wiem czy lubię to miasto
choć są momenty, takie jak przy tej piosence kiedy z czystym sumieniem mogę powiedzieć: Kocham Kraków
skomentuj (1)




2011-06-13 14:44:07 >> kongres PIS

Pan Jarosław Kaczyński przy dźwiękach tego utworu zespołu Queen wszedł na salę Kongrasu PiS:



 Poniżej znajduje sie tłumaczenie tego utworu.
Myślę, że Pan Jarosław znów trafił jak kulą w płot,
można to porównać do słynnego powiedzenia Pana Prezydenta Lecha  Wałęsy o tym, że Polska potrzebuje lewej i prawej nogi, i jego pomiedzy tymi nogami.
Najbardziej podoba mi sie pierwsza i trzecia zwrotka poniższej piosenki 

"Poruszymy Was"

Chłopie, Ty tworzysz straszny hałas
Grasz na ulicy, mówisz, że zostaniesz kiedyś kimś
Masz błoto na twarzy
Ty wielka hańbo
Kopiąc przed sobą puszkę
Śpiewasz

'Poruszymy, poruszymy was
Poruszymy, poruszymy was'

Chłopie, jesteś młody i twardy
Krzyczysz, że pewnego dnia zagarniesz cały świat
Masz krew na twarzy, ty wielka hańbo
Śpiewając wymachujesz nad głową sztandarem

'Poruszymy, poruszymy was'
Śpiewam
'Poruszymy, poruszymy was'

Chłopie, jesteś już stary i biedny
Po twym wzroku widać, że chcesz już tylko spokoju
Masz błoto na twarzy
Ty wielka hańbo
Ktoś w końcu postawi Cię na swoim miejscu

'Poruszymy, poruszymy was'
Śpiewam
'Poruszymy, poruszymy was'
Wszyscy razem
'Poruszymy, poruszymy was'
'Poruszymy, poruszymy was'
W porządku...


skomentuj (0)



Festiwal Biegowy w Krynicy *" Festiwal Biegowy w Krynicy to najprawdopodobniej najlepsza impreza biegowa w Polsce".

*"Nie chodzi o to, jak mocno oberwiesz. Chodzi o to, jak to zniesiesz i czy zdołasz pójść dalej".

*Walt Disney: "Jeśli potrafisz o tym marzyć, to potrafisz także tego dokonać”.

*góry wystarczy chłonąć.... jak powietrze



*"60 maratonów na 60-lecie urodzin"
do 17 października 2011 roku
* 0 supermaratonów
*20 maratonów
* 1 bieg o innej formule
* 23 półmaratony.
* czyli łącznie 44 biegów z "maratonem" w tytule
*ostatnio 16 października Poznań Maraton
* następny maraton: 12 listopada Beskidy Maraton we Wieprzu-Radziechowach

*"czyli pozostały 16 biegów"


odwiedziło mnie
wspaniałych (myślę) osób


*"zaglądasz? przedstaw się, chyba wypada?"
ksiega gosci


być może warto zobaczyć- FOTOBLOGI
Jagnięca Dolina wycieczka do Zielonego Stawu Kieżmarskiego i na Jagnięcy Wierch
Orla Perć- część od Koziej Przełęczy do Skrajnego Granatu
Otargańce wycieczka na Jakubinę ( Raczkową Czubę)
Siwy Wierch - Słowackie Tatry Zachodnie jeden z najmniej odwiedzanych zakątków Tatr
Symboliczny Cmentarz pod Osterwą
wschód słońca na Babiej Górze
ZIMOWA WYPRAWA-LUTY 2011 zdjęcia z lutowych Tatr

warto przeczytać (moje) wg mnie
trzęsienie ziemi opis trzęsienia ziemi z marca 1976 roku
młodzieńcze zabawy jak spędzaliśmy drzewiej czas
wypadek pod Wysoką-co dalej? ostatni rozdział opowiadania o moim wypadku
wypadek pod Wysoką-epilog czwarty rozdział
szpital trzeci rozdział
jak to jest c.d. drugi rozdział
Wypadek pod Wysoką cz.1 "Jak to jest" pierwszy rozdział opowiadania o moim wypadku

zaprzyjaźnione blogi
strona młodego przyjaciela z Gorlic przyszły maratończyk, pasjonat biegania
mombrecje blog laski, której nie znam, myślę, że chciałbym poznać

tatrzańskie
tatrzańskie forum dawniej najlepsze forum o tematyce tatrzańskiej




2012
styczeń
2011
grudzień
październik
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień